Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Ghost Stories

Ghost Stories - Coldplay

Ghost Stories

Wykonawca:

Coldplay

Gatunek:

Pop rock

6 /10

Coldplay to jeden z nielicznych zespołów łączących słuchaczy z kompletnie różnych światów. To formacja, której międzynarodowy sukces i wejście do panteonu największych rockowych sław jest w pełni uzasadnione.

Kwestią sporną pozostaje jedynie pierwiastek muzycznego geniuszu Chrisa Martina i towarzyszących mu muzyków, gdyż - niestety - grupa zalicza właśnie największą wpadkę w swojej niemal dwudziestoletniej karierze.

Zastanawiam się, czy efekt prac nad szóstym studyjnym dziełem Coldplay, to rezultat fascynacji EDM w każdej możliwej odsłonie, a może wpływ producentów takich jak Timbaland czy Avicii, którzy odcisnęli tutaj swoje piętno. Na moje nieszczęście, nigdy nie dowiem się czym kierowali się Anglicy w czasie pobytu w studio, ale wiem, że tak jak w pewnym momencie Linkin Park - zapomnieli do czego służy gitara i prawdziwa perkusja. "Ghost Stories" jest albumem praktycznie pozbawionym tego co najistotniejsze, a czego już brakowało na mocno krytykowanym "Mylo Xyloto" - czyli riffów.

Nie chodzi o to, aby nagle panowie przypomnieli sobie, że przester się przydaje - bo jak wiadomo - produkcja płyt Coldplay i brzmienie uzyskiwane w studio było, jest i będzie mocno polerowane, ale ktoś mógłby im szepnąć do ucha co trzeba. Dziewięć premierowych kompozycji szybko stanie się doskonałym materiałem do wszelkiej maści remiksów (kilka już znamy, od deep house przez electro), i to by było na tyle. Szósty studyjny krążek Coldplay to wypadek przy pracy, smętny, nostalgiczny na siłę materiał, który nijak nadaje się do prezencji na żywo. Zastanawiam się, co już po premierze będą mówić w wywiadach. Może okaże się, że "Ghost Stories" to "szczery" i "intymny" opus, którym chcieli otworzyć sobie wrota do nowego audytorium, a może nawet eksperyment. Jakiejkolwiek odpowiedzi by nie udzielili, ja w to nie wierzę.

Zaznaczam, że mimo wszystko "Ghost Stories" może się podobać. Premierowa dziewiątka jawi się jako leniwy, senny, i choć nie wynika to z akapitu powyżej, relaksujący i melodyjny soundtrack po ciężkim dniu. Kompletnie niewymagające dźwięki prokurowane przez Brytyjczyków powinny przypaść do gustu… absolutnie wszystkim. Czterdzieści minut spędzonych z tym albumem dowodzi uniwersalności tych kompozycji - ale z drugiej strony - za mało tutaj Coldplay w Coldplay. Nie chcę być malkontentem i tylko narzekać, gdyż jak zawsze atutem krążka jest sam Martin, który mieści się w ścisłej czołówce moich ulubionych wokalistów, ale naprawdę, nowa propozycja Coldplay niekoniecznie zasługuje na uwagę.

Wielka szkoda.

Grzegorz "Chain" Pindor