Kup Magazyn Gitarzysta

Liminal - The Acid

Liminal

Wykonawca:

The Acid

Gatunek:

Indie pop

7 /10

Mistrzostwa Świata w piłce kopanej odeszły w niepamięć, pora nieźle się wyspać. Jako nasenną pigułę polecam płytę "Liminal" The Acid. To komplement.

Jakiś czas tempu eksperci od dźwięku orzekli, że muzyka przekroczyła wszelkie normy głośności i że czas, by artyści znów na całego zafascynowali się ciszą. Niestety (albo stety - zależy jak na to patrzeć) twórcy mają gdzieś te prikazy i z jeszcze większą ochotą odkręcają swoje wzmacniacze na maksa.

Jakże inna jest w tym obliczu twórczość The Acid, stacjonującego w USA trio Adam Freeland - Steve Nalepa - Ry X. Panowie to uznani autorzy muzyki elektronicznej i didżeje. Zeszli się kilkanaście miesięcy temu i zabrali za płodzenie materiału, zaskakująco minimalistycznego, oszczędnego w aranżacjach jak na trzech kolesi obłożonych syntetycznym instrumentarium i gitarami akustycznymi.

Kwintesencją "Liminal" są przede wszystkim wielogłosy wokalne, rozwlekłe, subtelne, przepuszczone przez tony przesterów, ale cholernie melodyjne i wpadające w ucho. Od refrenów "Veda" czy "Ra" naprawdę ciężko się uwolnić. Elektronika i pojawiająca się co jakiś czas gitara wypełniają tło skromną ornamentyką, ale jednocześnie nad wyraz urokliwą, a czasami mroczną - sprawdźcie leśne odgłosy "Tumbling Lights", albo pogrzebowe dzwony "Feed", a zatracicie się w nich bez reszty. A później uśniecie ukołysani ciszą The Acid i delikatnym bitem.

I wszystko byłoby idealne, gdyby nie monotonia. Przez te niewiele ponad 50 minut na "Liminal" nie wydarza się nic spektakularnego, zaskakującego, co sprawiłoby, że krzyknąłbym "łał - świetnie to zrobili". Ot, po prostu kolejne piosenki leniwie wypływają z głośników i wypełniają przestrzeń. Od płyty z założenia popowej oczekuje się jakichś punktów zwrotnych, czy choćby charakterystycznych motywów, które odróżnią piosenkę "a" od "b".

Ale spoko, na niespodzianki jeszcze przyjdzie czas. Póki co kolektyw The Acid zdradza, że we trójkę może ulepić rzeczy wielkie. Czekamy.

Jurek Gibadło