Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Killer Be Killed

Killer Be Killed - Killer Be Killed

Killer Be Killed

Wykonawca:

Killer Be Killed

Gatunek:

Metal

9 /10

Supergrupa to dobre słowo dla speców od marketingu i reklamy. Tyle że w konfrontacji z rzeczywistością muzyka często przegrywa. To nie grozi kapeli pod nazwą Killer Be Killed.

Greg Puciato, Max Cavalera, Troy Sanders i David Elitch spełniają wszelkie kryteria, aby określić ich zespół mianem supergrupy. Każdy z nich ma bogate CV - jedni bardziej, inni mniej - każdy w ten sam sposób wniósł coś do rocka i metalu. Ich spotkanie w jednym studio to nie tylko bomba medialna, ale przede wszystkim mieszanka wybuchowa jeśli chodzi o muzykę. Kwartet podjął się próby połączenia klasyki metalu z jego wirtuozerskimi odmianami i akcentami alternatywnego rocka. Z jakim skutkiem?

Kapitalnym! Krążek zatytułowany po prostu "Killer Be Killed" oferuje jedenaście utworów, w których zgodnie z zapowiedziami doszukiwać się można szerokiej palety wpływów. Cała czwórka muzyków zaprezentowała się od tej strony, w której wypłynęła w muzyce. Na krążku otrzymamy więc całe mnóstwo wściekłego metalcore’a i hardcore’a właściwego klasycznym nagraniom The Dillinger Escape Plan, sporo elementów groove i thrash w klimacie starej Sepultury i wczesnego Soulfly, liczne wirtuozerskie patenty metalowe charakterystyczne tylko dla Mastodon, a także grupę ambitnie brzmiących akcentów rockowej i metalowej alternatywy wprost od The Mars Volta. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że materiał brzmi bardzo spójnie i soczyście. Tak jakby owe różne odległości w rocku i metalu miały ze sobą harmonijnie współbrzmieć już od dawna. Krążek porywa od początku do końca. Rozrywa słuchacza na kawałki, pozwala mu też zastanowić się nad kondycją metalu i zrozumieć, czemu album "Killer Be Killed" stanowi jej sprawne podsumowanie.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nad całością projektu czuwał Troy Sanders. Wizjonerstwo zespołu z Atlanty jest w nagraniach Killer Be Killed odczuwalne niemalże na każdym kroku. Krzyczą do mnie Puciato i Cavalera, skądinąd muzycy po przejściach, ale kunszt Sandersa zdaje się roztaczać opiekę nad tym materiałem. Być może moje wrażenie wynika z tego, że to właśnie Mastodon potrafi niezwykle umiejętnie łączyć różne fragmenty metalu w całość. Tego na "Killer Be Killed" nie brakuje. To jak karuzela, która z właściwą sobie szybkością posyła słuchacza w różne stany emocji. Oczywiście nie da się pominąć wysokiej formy wokalnej i gitarowej wspominanych wcześniej muzyków. Puciato i Cavalera nieźle dają czadu! To było potrzebne szczególnie temu drugiemu, który w ostatnich latach jakby powoli zatracał się w swojej własnej legendzie. W Killer Be Killed Cavalera najczęściej sięga do pomysłów z okresu "Arise" i "Chaos A. D." Sepultury, ale zdarzyło mu się też - olaboga! - zaczerpnąć groove charakterystyczny dla pomysłów brazylijskiego zespołu w okresie gry z Derrickiem Greenem. Oczywiście z korzyścią dla całego krążka.

Myślę więc, że ten materiał potrzebny był nie tylko słuchaczom gustującym w ambitnym eklektycznym metalu, ale też samym twórcom ze wskazaniem na Cavalerę. Krążek udowadnia, że legendarny muzyk potrafi z siebie jeszcze sporo wykrzesać, a także dokumentuje wysokie umiejętności pozostałej trójki, szczególnie olśniewającego Sandersa. Najmniej przy okazji tego krążka mówi się o Elitchu. Może dlatego, że nie śpiewa? Nie wiem, jak ten materiał zabrzmiałby gdyby za bębnami zasiadł np. Dave Lombardo, ale ex perkusista The Mars Volta dostarczył mi tu wielu argumentów, które sprawiają, że Killer Be Killed strzela nie tylko do fanów ekstremy i wirtuozerii w metalu, ale też ludzi związanych z alternatywą.

To po prostu bardzo dobry materiał. Gdyby Mastodon nie nagrał kilku płyt powiedziałbym, że to renesans w metalu, ale tak czy inaczej wysoko oceniam "Killer Be Killed". Więcej takich albumów.

Konrad Sebastian Morawski