Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Liberty Island

Liberty Island - Skywalker

Liberty Island

Wykonawca:

Skywalker

Gatunek:

Hardcore

7 /10

Czesi ze Skywalker cieszą się nie mniejszą popularnością niż moi ulubieńcy z ShowYourTeeth czy nawet, nasza metalcore’owa potęga Frontside.

Ten stosunkowo młody zespół z Pragi szturmem podbija serca hardcore’owej młodzieży w kraju knedli i piwa i nie sposób przejść obok nich obojętnie. Co więcej, Czesi długo nie mieli zespołu z prawdziwego zdarzenia, który mógłby stawać w szranki z kapelami z zagranicy i wreszcie się go doczekali.

"Liberty Island" to pierwszy pełnowymiarowy album praskiej załogi. Rzecz, będąca miksem dokonań For The Fallen Dreams, Your Demise, Deez Nuts i Terror. Miejscami jest to prosty do bólu, ale łatwo przyswajalny nowomodny melodyjny hardcore, lecz nie to stanowi crème de la crème całego wydawnictwa. Panowie posiedli umiejętność pisania przebojowych kompozycji przy zachowaniu newschoolowego ducha prosto z NYC. Nie chcę aby ten tekst był li tylko peanem ku chwale Czechów, ale nie ukrywam, że jak na band, który nie ma szczególnie dużej promocji, a bazuje raczej na marketingu szeptanym stają się mi dość bliscy. Nie żeby Skywalker nie był obecny w mediach, bo to nieprawda, ale na całe szczęście zachowują pewien umiar, a na przepych i lanserke, pozwalają sobie jedynie w klipach robionych na nieco hip-hopową modłę.

Wracając do "Liberty Island", debiutancki materiał Skywalker brzmi naprawdę bardzo przyzwoicie, z zachowaniem dynamiki i bieżących trendów w hc. Jest zatem dość gęsto, strój gitar pozostaje niski, a beczki są triggerowane - co nie powinno nikogo dziwić. Breakdownów mamy tutaj na jak na lekarstwo, więc "mocy" perkusji ciężko uświadczyć, ale według mnie, reglamentacja tego elementu, to zaleta. Im mniej typowego łojenia tym lepiej, dlatego Skywalker pozwalają sobie na zabawę konwencją ocierając się nawet o kalifornijski punk czy hip-hop (dość specyficzne flow niektórych numerów). Stricte muzycznie Czesi nie odkrywają żadnego nowego terytorium, ale słychać, że to, co robią, jest a jakże - zabawą - bez parcia na szkło, i chęci udowodnienia światu, że jest się drugim Obey The Brave. Wspólnych mianowników z zespołami-gwiazdami znajdziemy tutaj co nie miara, ale grunt, że Skywalker startuje z wysokiego pułapu i w tej części Europy niemal bezkonkurencyjnego.

Grzegorz "Chain" Pindor