Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Universums Härd

Universums Härd - Ocean Chief

Universums Härd

Wykonawca:

Ocean Chief

Gatunek:

Doom metal

6 /10

Doomowa szuflada w naszej nieustannie pęczniejącej szafie z recenzjami nie jest ostatnio szczególnie często w użyciu. Czas więc sprawdzić, czy nie zalęgły się w niej mole. Dobrze, że mam ku temu pretekst w postaci nowego albumu Ocean Chief.

Czwarty krążek Szwedów przybył do mnie z I Hate Records wraz ze świetnym debiutem Zaum, siłą rzeczy więc na pewien czas wylądował w - nomen omen - szufladzie biurka, ustępując miejsca w sprzęcie grającym mantrycznym klimatom Kanadyjczyków. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze (no chyba, że będzie miało pecha i uciecze, biurkowa przechowalnia jest bowiem całkiem spora i wciąż wynajduję w niej zapomniane przez świat wykopaliska, które albo nie miały dość szczęścia (a może pecha?) by trafić na recenzencki warsztat). Ocean Chief nie podzielił tego losu, choć w gruncie rzeczy nie jest to zasługa wybitnego poziomu, zaprezentowanego przez zespół na najnowszej płycie.

Nie znaczy to, że "Universums härd" to kiepski materiał. Raczej solidny i zgodny z gatunkowymi wzorcami, ale bez szczególnych uniesień, mimo iż Szwedzi całkiem umiejętnie rozwijają formułę miażdżenia słuchacza dźwiękiem. I to jest właśnie podstawowa zaleta płyty. Gdyby Ocean Chief ograniczył się tylko do mocnego, ale i monotonnego doomowania, opartego na pracy perkusji i odpowiednio sfuzowanym brzmieniu gitary, szybko zaczęłoby wiać trudną do zniesienia nudą.

Tymczasem, nie brak tu momentów, kiedy robi się całkiem interesująco. Na przykład wtedy, gdy w otwierającym materiał najdłuższym na płycie kawałku tytułowym pojawia się nieco spokojniejszy klimatyczny fragment, albo w kolejnym, ocierającym się o funeral "Oändlighet". Spora w tym zasługa klawiszy, które jednak moim zdaniem dozowane są tu nieco zbyt oszczędnie. Na siedem kompozycji aż trzy to krótkie (i udane) instrumentalne kawałki, co sam w sobie jest już swoistym novum w tej stylistyce. Właśnie w nich pojawia się nieco więcej elektronicznego tła, a zespół wyraźnie odchodzi od zamulania w kierunku bardziej postrockowych hipnotyzujących konstrukcji. Taki patent zdaje egzamin, tym bardziej, że utwory te wraz z trzy i półminutowym "Urtiden" zostały strategicznie rozmieszczone pośrodku albumu, obudowując taki na przykład niemrawy i chyba najmniej interesujący ośmiominutowy "Mörker".

Dziś w tym gatunku panuje niemała konkurencja, dlatego nie jestem przekonany, czy to, co zrobił  Ocean Chief wystarczy, by spędzić z "Universums härd" więcej czasu. Zespół zwraca uwagę klimatem i umiejętnym odwoływaniem się do funeralu czy też klimatów z przedrostkiem post-, działa jednak zbyt nieśmiało, za mało odważnie. W efekcie po przesłuchaniu albumu, nawet kilkukrotnym, niewiele zostaje w pamięci. Wolałbym, by Szwedzi pojechali czasem po bandzie, zamiast bezpiecznie trzymać się środka drogi. Zagorzali fani doom metalu, którzy poznawanie coraz to kolejnych wypieków z tej kategorii traktują ambicjonalnie, na pewno na Ocean Chief natrafią i raczej tylko do nich adresowałbym ten krążek.

Szymon Kubicki