Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Morbid Beauty

Morbid Beauty - Rodeo Drive

Morbid Beauty

Wykonawca:

Rodeo Drive

Gatunek:

Rock

3 /10

"Morbid Beauty" to debiutancki album projektu, za którym stoi gitarzysta znanej i cenionej grupy Samsara Blues Experiment - Hans Eiselt, który w Rodeo Drive zajmuje posadę basisto-wokalisty.

Wspomagają go perkusista Rene Schulze oraz gitarzysta Friedrich Stemmer. Ten ostatni zresztą często zbliża się brzmieniem do dokonań Samsary. Niestety, równie często też od nich odstaje.

Trio przygotowało album, na który składa się osiem kompozycji, będących owocem wieloletniego jammowania (zespół powstał w 2006 roku, płytę nagrał w październiku 2013) w sali prób. Materiał zarejestrowano w studiu Big Snuff w Berlinie. Przyznam, że słyszałem zespoły, które tak brzmiące płyty nagrywają improwizując na żywo w swojej kanciapie. Zmierzam do tego, iż brzmienie albumu nie powala, a niektóre kompozycję (np. "Aggrestic") to najzwyklejsze w świecie jamy, których zwyczajność jest miejscami do bólu uciążliwa. Chwilami odnoszę wrażenie, jakbym sam cofnął się w czasie o lat, nie przymierzając, piętnaście i słuchał pierwszych nieudolnych prób sklecenia własnych kompozycji ze swoim pierwszym składem.

Początek płyty sugeruje nam jednak, że coś dobrego może się kryć pod nazwą Rodeo Drive. Riffy są odpowiednio tłuste, duch Samsary unosi się nad "Stoner of Mass Destruction". Odnoszę jednak nieodparte wrażenie, że muzykom chyba bardzo spieszyło się do wypuszczenia debiutu, gdyż im dalej w las, tym kompozycje zaczynają tracić swoją wyrazistość. Riffy zapadające w pamięć zanikają (jeśli w ogóle są obecne), solówki (na każdym instrumencie) sprawiają wrażenie odegranych na przysłowiowe ‘odwal się’…  

W utworze tajemniczo zatytułowanym "Vlansch" następuje lekka zmiana klimatu. Zespół skręca trochę w stronę dokonań Toma Waitsa zmieszanego z riffem Black Sabbath. Instrumentalnie kawałek jest przyjemny dla ucha, jednak to, co wyprawia tu wokal, woła o pomstę do nieba. Pozostaje tylko cieszyć się, że w Samsarze obowiązki wokalisty pełni kto inny.

Długo zbierałem się do napisania tej recenzji. Ciężko mi oceniać płyty, które od samego początku ewidentnie mi się nie podobają. Z każdym kolejnym odsłuchem dochodzę do wniosku, że nikt by nie dał rady zachłysnąć się zawartością "Morbid Beauty". Za dużo tutaj płycizny muzycznej, za dużo pseudozabaw formą, którą muzycy za wszelką cenę chcą stworzyć. Nie polecam.

Piotr Rutkowski