Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / John Garcia

John Garcia - John Garcia

John Garcia

Wykonawca:

John Garcia

Gatunek:

Rock

9 /10

Król Pustyni powrócił!

Oczywiście niedługo trzeba było czekać na nowe dzieło, w którym śpiewa legendarny John Garcia, ponieważ zaledwie rok temu miała miejsce premiera krążka zatytułowanego "Peace" formacji Vista Chino, na którym oprócz Garcii udzielają się również inne legendy Kyuss - basista Nick Oliveri i perkusista Brant Bjork. Nic tak jednak nie pobudza wyobraźni, jak pierwsze solowe dzieło pustynnego wokalisty.

Na krążku zatytułowanym "John Garcia", oprócz głównego bohatera można też usłyszeć łącznie czternastu instrumentalistów, wśród których na pierwszy plan wysuwa się oczywiście ex-gitarzysta The Doors Robby Krieger. Ponadto do materiału ręce przyłożyli m.in. wspominany Nick Oliveri, powszechnienie ceniony kanadyjski gitarzysta i wokalista Danko Jones albo znajomi Garcii z zespołu Hermano - gitarzysta David Angstrom i basista Dandy Brown. W sumie jest to więc towarzystwo, które dobrze się zna, wie o co w piaszczystym rocku chodzi i nadaje na tych samych falach, co John Garcia.

Dziewięć spośród jedenastu kompozycji zostało w całości napisane przez szefa wszystkich szefów tego projektu, który w procesie kompozycyjnym przyjął też incydentalne uwagi od niektórych instrumentalistów. Na krążku znalazł się ponadto cover "Rolling Stoned" z repertuaru Black Mastiff, a utwór "5000 Miles" współtworzyli Garcia i Danko Jones. Tyle jeśli chodzi o drobiazgi, bowiem pierwszy solowy album ex-wokalisty Kyuss to rzecz, która fanów stoner rocka powinna wystrzelić na czasoprzestrzenną orbitę… gdzieś w okolice pierwszej połowy lat '90 ubiegłego stulecia. Słuchając tego materiału wielokrotnie zastanawiałem się, czy czasem tak nie brzmiałby następca ostatniego albumu studyjnego Kyuss, równie legendarnego, co sam John Garcia, krążka "...And the Circus Leaves Town" z 1995 roku. To ryzykowna, acz uzasadniona opinia.

Solowe dzieło Johna Garcii, czyli w sumie trzy kwadranse muzyki, zaczyna się mocnymi akcentami. Dynamiczną gitarową zamieć rozpętuje singlowy numer "My Mind", który dobrze wprowadza do wspominanego już covera o świetnie zaaranżowanych, powyciąganych na wszystkie strony partiach gitary. Zarówno na singlu, jak i w "Rolling Stoned" wokale autora krążka perfekcyjnie wpisują się w klimat szybkiego, piaszczystego zasuwu. Sporo pustynnej energii, gitarowo-wokalnej burzy, oferuje też "Flower". Za to w "The Blvd" nikomu już się nigdzie nie spieszy. Kolejny wersety wyśpiewywane przez Johna Garcię to niemalże kokieteria z wijącymi się gitarami i basem. Kiedy były wokalista Kyuss podnosi głos, wtedy też uruchamia się instrumentarium, zaś gdy poszukuje tonów refleksyjnych instrumenty chowają się pod jego partie śpiewu. Niby takie proste, a tyle w tym klimatu.

Ożywione zagrywki pojawiają się w "5000 Miles", który sprawia wrażenie, jakby był utworem przeznaczonym dla samotnego wędrowca lub motocyklisty. John Garcia zasuwa po pustynnych bezdrożach i nie widzi końca tej podróży. Takie to bardzo zgrabne śpiewanie o niekończących się dążeniach i poszukiwaniach leżących w ludzkiej naturze. Natomiast w utworze "Confusion" mocno zapachniało klasycznymi klimatami sludge - ociężałymi, niechętnymi i powolnymi partiami wokalno-gitarowymi na przekór rozpędzonemu światu. Kolejne fenomenalne partie gitarowe wyłaniają się w "His Bullets' Energy". To w sumie tylko kilka przejść, które bez szczególnej uwagi mogą odbierać wirtuozi gitary, ale w połączeniu z wokalami Garcii rzecz nabiera piaszczystej magii. To klasyczny numer. Standard przywoływanego kilkukrotnie legendarnego zespołu.

Trudno nie pisać o Kyuss mierząc się z solowym albumem Johna Garcii, ponieważ uzasadnionych nawiązań do twórczości tego zespołu znalazło się tutaj mnóstwo. Garcia to człowiek pustyni, o czym paradoksalnie mniej świadczy utwór "Argleben", którego klimat nawiązuje do późniejszego okresu twórczości wokalisty. Tymczasem kompozycja "Saddleback" o fajnych spiralnych partiach gitary mogłaby przylecieć na spodku zza światów. Czujecie tę cienką aluzję? Moim zdaniem to numer, który rozwiązuje kilka wokalnych i instrumentalnych zagadek pozostawionych przez Kyuss. Zbliżając się ku końcowi nie można też nie wspomnieć o kolejnym dynamicznym asie w rękawie Garcii pt. "All These Walls" albo napisanym po drugiej stronie lustra do "His Bullets' Energy" utworze "Her Bullets Energy", w którym gościnnie wystąpił Robby Krieger i w którym dominują akcenty akustyczne i niezwykle refleksyjny głos głównego bohatera.

O solowym albumie Króla Pustyni mógłbym jeszcze pisać i pisać, choć zdaję sobie sprawę, że i tak mocno przekroczyłem standard recenzji. Chcę jeszcze tylko powiedzieć, że sound krążka, pomimo współczesnych cudów techniki, nawiązuje do klimatów związanych z Kyuss. Nieprzypadkowo też wielokrotnie wspominałem nazwę tego zespołu, ponieważ sądzę, że John Garcia z premedytacją zarejestrował krążek, który musi wzbudzać skojarzenia z jego twórczością. Nie jest to w żadnym razie zrzynka z choćby wspominanego "...And the Circus Leaves Town", ale być może jakaś forma epilogu do tamtych czasów. Krążek brzmi kapitalne od strony wokalnej, co wcale nie jest zaskoczeniem. Rewelacyjnie też prezentuje się jeśli chodzi o instrumenty, gdzie prym wiodły gitary Davida Angstroma, przyprawione zagrywkami wprost z pustyni.

Jeśli więc ocenić ten album w ramach wąskiego gatunku to werdykt może być tylko jeden: Król Pustyni powrócił!

Konrad Sebastian Morawski