Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Blues Pills

Blues Pills - Blues Pills

Blues Pills

Wykonawca:

Blues Pills

Gatunek:

Rock

9 /10

Stężenie talentów muzycznych zgromadzonych w Blues Pills może przyprawić o zawrót głowy. Dowodzi tego długogrający debiut tej kapeli.

W ciągu trzech ostatnich lat zespół dał się poznać z dobrej strony nagrywając kilka małych płyt i singli, a także koncertując na świecie (również w Polsce). Wszyscy, którzy zdążyli poznać Blues Pills mogą już odetchnąć z ulgą. Pierwsze duże dzieło formacji, zatytułowane po prostu "Blues Pills" spełniło nadzieje, jakie można było pokładać w tym zespole. To olśniewający blues rock odważnie flirtujący z psychodelią, a wszystko w klimacie z przełomu lat '60 i '70, którego muzyczna spuścizna nie okazuje się przebrzmiała.

Szczególną uwagę przykuwają tu dwie osoby. Po pierwsze, bardzo utalentowana Elin Larsson, która otwarcie przyznaje się do inspiracji Arethą Franklin i Janis Joplin. Szeroka skala głosu pięknej Szwedki uprawnia ją nie tylko do inspirowania się legendarnymi wokalistkami, ale też do sięgania po ich technikę, która w wydaniu Larsson ma szansę stać się nową jakością w blues rocku. Wyraźne próby ku temu zostały poczynione na "Blues Pills", gdzie Szwedka śpiewa wprost zjawiskowo. Po drugie, mocnym punktem zespołu jest francuski gitarzysta Dorian Sorriaux. Jego twarz i postura zdradzają młodzieńczy wiek, ale umiejętności w posługiwaniu się gitarą pozwalają twierdzić, że mamy do czynienia z doświadczonym muzykiem. To właśnie partie Sorriauxa nakręciły "Blues Pills" pod względem instrumentalnym, a także nadały krążkowi zgrabną elastyczność w przemieszczaniu się pomiędzy bluesem a psychodelią.

Krążek nie został jednak szczelnie zamknięty w ramach tych dwóch nurtów. To byłoby zbyt duże uproszczenie wobec inklinacji Blues Pills w kierunku muzyki soul, klasycznego rocka, hard n’ heavy, a nawet fragmentów progresji. Mnóstwo intensywnych wrażeń czeka nas w ramach dziesięciu kompozycji składających się na album. Można roztopić się w improwizacjach i solówkach gitarowych energetycznych utworów "High Class Woman", "Ain’t No Change" i "Jupiter", zaś do narkotycznej psychodelii stopniowo wciąga kapryśny "Black Smoke" i następująca tuż po nim wyrwana z letargu semi-ballada "River". Dla równowagi w barwny gitarowo-wokalny sen zdaje się zapadać "No Hope Left For Me", a kolejny "Devil Man" zdradza hard n’ heavy oblicze instrumentalistów Blues Pills.         

Oprócz Sorriauxa i Larsson na krążku wystąpili również basista Zack Anderson i perkusista Cory Berry, będący ważnymi ogniwami zespołu, choć ich wysoki kunszt został nieco przyćmiony w blasku talentów francuskiego gitarzysty i szwedzkiej wokalistki. Potwierdza to kolejny utwór zatytułowany "Astraplane", który stanowi figlarny dialog pomiędzy gitarą Sorriauxa a wokalami Larsson. Do tej kompozycji partie klawiszowe zarejestrował Robert Wallin, choć nie wpłynęły one znacząco na konwencję utworu, tak zresztą jak w przypadku "No Hope Left For Me". Jeśli zaś chodzi o innych "niezauważalnych" muzyków obecnych na krążku, to lista zamyka się na Joelu Westbergu, który stanowił wsparcie w ramach instrumentów perkusyjnych. Da się za to zauważyć obecność… Chubby'ego Checkera, który przeszło czterdzieści lat temu oryginalnie wykonał utwór "Gypsy" napisany przez Ernesta Evansa. Teraz przyszedł czas na muzyków Blues Pills, którzy przekonująco zachęcają do wtopienia się w kulturę cygańską.

Pierwszy duży krążek międzynarodowej kapeli został zamknięty spokojnym "Little Sun". To coś w stylu uspokajającej tęczy po obfitym deszczu, ale w przypadku Blues Pills był to deszcz ze złota. Cały materiał brzmi spójnie i zachwycająco. Zarówno jeśli chodzi o technikę gry i śpiewu, jak również o nośność i klimat kompozycji. Jestem przekonany, że to dzieło jest dopiero początkiem wspaniałej kariery Blues Pills.

Konrad Sebastian Morawski