Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Can’t Even Do Wrong Right

Can’t Even Do Wrong Right - Elvin Bishop

Can’t Even Do Wrong Right

Wykonawca:

Elvin Bishop

Gatunek:

Blues

7 /10

Elvin Bishop to prawdziwy weteran bluesowej sceny. Swój pierwszy oficjalnie odnotowany występ dał w 1962 roku u boku Juniora Wellsa. Świat usłyszał o Bishopie kiedy dołączył do zespołu Paula Butterfielda.

Razem z Michaelem Bloomfieldem stworzył niezapomniany gitarowy duet, który stał się wzorcem dla wielu innych zespołów. Pod koniec lat '60 Bishop odszedł z The Paul Butterfield Blues Band i rozpoczął solową karierę. Zainteresował się innymi gatunkami muzycznymi co przyniosło mu spory sukces komercyjny. W połowie lat '70 na popowych listach przebojów umieścił utwór "Fooled Around And Fell In Love". Na szczęści pod koniec lat '80 powrócił do swoich bluesowych korzeni. Jest mistrzem gry techniką slide, wokalistą, kompozytorem i ... bardzo pogodnym człowiekiem.

Program płyty "Can’t Even Do Wrong Right" to dokładnie w połowie kompozycje premierowe i covery. Własne numery są niezwykle udane (może za wyjątkiem "Dancin’"), pięknie zagrane, zaśpiewane, nagrane i wyprodukowane - stylowo i naturalnie. Wypełnione gitarowymi brzmieniami w różnych odcieniach i stylach, z całą masą smaczków (unisona, dialogi, call and response), do tego bardzo przyjemne dla ucha. "Can’t Even Do Wrong Right" to świetne otwarcie. Żwawy, rozkołysany, wypełniony gitarowym graniem (w tym i slide), zaśpiewany z charakterystycznym dla Bishopa luzem. Standard Little Waltera "Blues With A Feeling" poddany został gruntownej przebudowie - dostał funkowego pulsowania. Ozdobą tego wykonania są unisona zagrane slidem na dwie gitary. Instrumenty mieszają się w różnej postaci, brzmieniu i odcieniu. Bishopa wokalnie wspiera Mickey Thomas, stary znajomy sprzed wielu, wielu lat.

W kompozycji "Old School" mamy przyjemność posłuchać kolejnego gościa. To wielki mistrz bluesowej harmonijki Charlie Musselwhite. Surowy i minimalistyczny utwór, do którego pięknie dopasowała się harmonijka. Zamiast perkusji wykorzystano cajon, co jeszcze dobitniej podkreśla charakter utworu. Instrumentalny "No More Doggin’" to piękne, soczyste chicagowskie brzmienie (jak ja to lubię!). Tym razem Charlie zagrał na zelektryfikowanej harmonijce a Elvin Bishop ozdobił całość pięknym slidem. Obaj panowie popisali się przyjemnym call and response. Smakowite gitarowe dialogi rozpoczynają "Everybody’s In The Same Boat", do tego stylowy fortepian w tle. Ponownie przyjemne memu uchu chicagowskie klimaty. Chóralne, lekko knajpiane śpiewy w refrenie dodają mu żartobliwego charakteru. "Honest I Do" to kolejny utwór instrumentalny. Pochodzi z repertuaru Jimmy'ego Reeda, wielkiego mistrza Bishopa (za młodu był pod jego wielkim wpływem). Ponownie mamy przyjemność posłuchać gitarowych unison tym razem rzewnie płaczliwych z akordeonem w tle. Lekkim odstępstwem od bluesowego klimatu jest piękna soulowa ballada zaśpiewana przez Mickey'a Thomasa "Let Your Woman Have Her Way". To ten sam wokalista, który prawie 40 lat temu zaśpiewał w jednym z najbardziej znanych numerów Bishopa "Fooled Around and Fell in Love".

Wymienione wyżej kompozycje bez wątpienia stanowią ozdobę płyty. Gdyby pozostałe utrzymane były w podobnym stylu otrzymalibyśmy na prawdę bardzo dobry album. Niestety tak się nie stało. Jakoś nie leżą mi kompletnie utwory "Dancin’" (klimaty zydeco, rzecz jasna z akordeonem), "Bo Weevil" (mocno taneczny, jakby z wiejskiej potańcówki gdzieś na Dzikim Zachodzie) czy też "Hey-Ba-Ba-Re-Bop".

Wygląda na to, że Elvin Bishop odbył małą osobistą podróż sentymentalną. Może z powodu zbliżającej się pięćdziesiątej rocznicy jego debiutu płytowego ("The Paul Butterfield Blues Band")? To właśnie na tej historycznej dla niego płycie pojawił się "Blues With A Feeling", "Hey-Ba-Ba-Re-Bop" to utwór, który towarzyszył mu niemal od urodzenia, "Honest I Do" jest pierwszym bluesem, jaki usłyszał a potem nauczył się grać, wreszcie Mickey Thomas 40 lat temu zaśpiewał w największym przeboju Elvina.

"Can’t Even Do Wrong Right" jest bardzo nierównym krążkiem. Obok stylowych, pięknie zagranych utworów pojawiają się i takie, które moim zdaniem są zbyteczne. Zbyt błahe, ludyczne w złym tego słowa znaczeniu, utrzymane w stylistyce, która zupełnie mi nie odpowiada. Elvin Bishop słynie z dużego poczucia humoru. Zapewne on i muzycy mu towarzyszący dobrze bawili się podczas nagrywania materiału, niestety ich radosny nastrój nie zawsze był kompatybilny z moim. Ocena punktowa wyjątkowo prosta - dziesięć utworów na płycie w tym siedem, które mi się podobają.

Robert Trusiak