Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Prima Spectre

Prima Spectre - Black Hand

Prima Spectre

Wykonawca:

Black Hand

Gatunek:

Metalcore

8 /10

Po powrocie Chada Ruhliga do For The Fallen Dreams miałem nadzieję, że zespół wróci do dźwięków znanych z "Changes" czy "Relentless". O ile najnowsze dzieło "Heavy Hearts" jest o niebo lepsze od poprzedniego albumu, o tyle wyraźnie widać, że unikalny styl Amerykanów zniknął bezpowrotnie.

W chwili gdy kolejna znana kapela zawodzi, staram się przeszukiwać czeluści internetu w celu odnalezienia potencjalnego następcy. W taki sposób trafiłem na Kalifornijski Black Hand i ich najnowszą EPkę "Prima Spectre", będącą podsumowaniem ich kilkuletniej działalności. Już po odpaleniu pierwszego kawałka "Dark Waters" od razu można domyślić się, kto jest główną inspiracją dla tego młodego zespołu. Nisko strojone gitary (i nie ma tu mowy o żadnych djentach) oraz pokaźne ilości melodii pozwalają na te niecałe dwadzieścia minut zapomnieć o wszechobecnych, w większości dzisiejszych kompozycji, technicznych popisach, kierując uwagę potencjalnego fana na feeling.

Na albumie bardzo ciekawie prezentują się również czyste wokale, które akurat w przypadku For The Fallen Dreams wywoływały grymas na twarzy. W utworach Black Hand te partie pojawiają się głównie dzięki gościnnym udziałom Rory’ego Rodrigueza z Dayseeker oraz Jamesa DeBarga z Outlands (odpowiednio w "Dark Waters" i "Deathwish"), przez co żyję nadzieją, że na kolejnych nagraniach kapeli będą występowały jeszcze rzadziej.

Pomimo tego, że materiał na "Prima Spectre" jest jak najbardziej wtórny i mało odkrywczy, to sądzę, że warto zwrócić na nich uwagę. Chłopaki grają tak jak chcą, nie oglądając się na obecne trendy, dzięki czemu zyskują na odbiorze. Może się mylę i panowie tak naprawdę skopiowali większość patentów od For The Fallen Dreams w celu zyskania większej grupy fanów. Może. Dla mnie najważniejsze jest to, że wśród wielu tegorocznych wpadek bardziej znanych kapel, udało mi się trafić na Kalifornijczyków, których nagrania jeszcze na długo zagoszczą w moim odtwarzaczu.

Marcin Czostek