Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Buk - akustycznie

Buk - akustycznie - Kat & Roman Kostrzewski

Buk - akustycznie

Wykonawca:

Kat & Roman Kostrzewski

Gatunek:

Metal

7 /10

Dobrze pamiętam rozmowy, które toczyły się na smutnych postkomunistycznych chodnikach w związku z premierą balladowej płyty Kata. Broniąc tego krążka łatwo było dostać po ryju od starszych kolegów metalowców.

Klasycznych standardów w metalu przestrzegali wtedy nieliczni, co rusz było słychać o kolejnym zespole, który "się sprzedał", ale chodnik zawsze był chodnikiem i w trosce o własne zdrowie lepiej było nie zostawać wyznawcą nowych brzmień. Tyle, że w wielkim świecie metalowa ortodoksja schodziła szybkim tempem na margines twórczości klasyków gatunku, którzy sięgali po najdziwniejsze pomysły, aby utrzymać się na fali tzw. ciężkiego grania. Jednym z tych zespołów był Kat, który w pewnym sensie po dwudziestu latach powrócił do owych udziwnień na płycie zatytułowanej "Buk - akustycznie".

Mówiąc o pewnym sensie mam na myśli dwie podstawowe kwestie. Po pierwsze istnienie dziś dwóch zespołów wywodzących się z oryginalnego Kata, co uniemożliwia rozstrzygnięcie dylematu, który z nich kontynuuje szlaki wyznaczone na trzech szóstkach. Po drugie chodzi też o specyfikę współczesnego rynku ciężkich brzmień, który w mniejszym zakresie, niż bywało to dawniej, pełni współcześnie funkcję społeczną. Nie słyszałem dziś rano na chodniku rozmów o nowym krążku Kata, a zamiast długowłosych fanów gatunku zobaczyłem jakieś bezbarwne osobowości. Miękka twórczość zespołu Romana Kostrzewskiego nie może więc wywoływać tylu emocji, co przed laty, choć refleksyjny książę ciemności pewnie by sobie tego życzył. Nawet jeśli nagrywa dzieło ryzykowne, takie jak "Buk - akustycznie".

Krążek zawiera dwanaście akustycznych interpretacji, wśród których znalazły się wielkie przeboje zespołu, np. "Łza dla Cieniów Minionych", "Odi Profanum Vulgus" albo "Diabelski dom cz. I", a także kompozycje o mniejszej sile rażenia dla niegdysiejszego masowego odbiorcy spod mrocznej gwiazdy. Album zawiera również dwa numery przedstawione fanom przed trzema laty przy okazji premiery biało-czarnej płyty, chodzi o utwory "Wolni od Klęczenia" i "Szkarłatny Wir". Nie są to więc kompozycje na religię albo do niedzielnego obiadu. Album pod względem lirycznym zawiera dużo goryczy i bólu właściwego szczególnie starszym nagraniom zespołu. Posiada więc wystarczająco dużo walorów, aby u odbiorców wywołać stan refleksji, a w skrajnych przypadkach również buntu czy złości.

Jeśli zaś chodzi o samą muzykę, to moim zdaniem wobec "Buk - akustycznie" należałoby użyć określenia rock/metal poetycki. Utwory tworzące materiał zostały bowiem zarejestrowane z właściwą akustykom lekkością i zwiewnością. To nie jest w żadnym razie Kat jawiący się jako dziki i wściekły piewca klimatów thrash n’ heavy, ale zespół płynący ostrożnym i kołyszącym szlakiem, niekiedy tylko sprawiający wrażenie jakby był podłączony do prądu. Nieliczne kompozycje zaskoczyły mnie energią i zadziornością, jaką daje się wykrzesać z akustyków - szczególnie wcześniej wspominany "Odi Profanum Vulgus" - zaś kilka numerów w naturalny sposób wpisało się w format atrakcyjnej ballady akustycznej, jak choćby instrumentalna miniatura "Spojrzenie" lub mistyczny "Robak".

Na pewno nie zabraknie krytyki pod adresem albumu dotyczącej dwóch prostych aspektów - osobistych wrażeń opartych na porównaniu akustycznych interpretacji z oryginałami oraz doboru tracklisty. Jeśli chodzi o mnie, w pierwszej grupie mieści się niechęć do akustycznej wersji numeru "Łza dla Cieniów Minionych", która straciła zdecydowanie zbyt dużo wobec oryginału (a może jeszcze więcej?). Uważam również, że zespół dokonał dobrej selekcji utworów, ale zamiast kawałków z biało-czarnej płyty wolałbym choć jeden inny ze starych czasów. Nie jest to wyraz mojej antypatii wobec nowych pomysłów Romana Kostrzewskiego i jego kompanów, ale uważam, te dwa utwory wyłamują się z niewidzialnej konwencji metalowego wehikułu czasu, który zabiera słuchacza do okresu nakreślonego wcześniej przeze mnie.

W sumie "Buk - akustycznie" jest więc krążkiem rzucającym inne światło na twórczość legend polskiego metalu. Gdybym pisał te słowa dwadzieścia lat temu, to pewnie wywołałbym oburzenie wśród ortodoksyjnych fanów gatunku, ale dziś łatwiej jest powiedzieć, że tego typu akustyczne interpretacje pozwalają poznać wrażliwość Kata w innym wymiarze. Czy to dobrze, czy źle… sprawa pozostaje otwarta…

Konrad Sebastian Morawski