Kup Magazyn Gitarzysta

No Sleep - Volumes

No Sleep

Wykonawca:

Volumes

Gatunek:

Metalcore

9 /10

Niesamowite, jak ten zespół rozwinął w ciągu ostatnich lat. Kalifornijczycy już na pierwszej płycie przejawiali talent do tworzenia kompozycji djentowych/progresywno-metalcore’owych, którego efektem był m.in. singiel "Wormholes".

Trzy lata po wydaniu "Via" ten pięcioosobowy skład powrócił aby po raz kolejny namieszać na światowym podwórku.

"No Sleep", bo tak zatytułowany jest drugi w karierze zespołu album, to niecałe dziesięć kompozycji (wyłączając przerywniki w postaci "Better Half" oraz "Peace of Mind") utrzymanych w stylistyce progresywnego metalcore’a z dużą domieszką djentowych patentów. Kapela najlepiej prezentuje się w delikatniejszych momentach, szczególnie gdy przerywane są nagłymi atakami przesterowanych gitar. Idealnym przykładem jest "Vahle", który został chyba najlepiej odebrany przez większość fanów zespołu.

Czasami irytują tu czyste wokale, będące momentami zbyt przekształcone komputerowo. Szczególnie słychać to, w moim zdaniem najlepszym na płycie, "Up All Night", którego wykonanie na żywo obnaża wyraźne braki w warsztacie wokalistów. Zdaję sobie sprawę, że niektóre kompozycje są przygotowywane tylko do odsłuchu bezpośrednio z odtwarzacza, aczkolwiek nagrywanie jakichkolwiek partii, z którymi ma się potem problem na scenie raczej mija się z celem.

Wróćmy jednak do plusów albumu. Generalnie największe wrażenie robią harmonie gitar, które powodują, że utwory nie wydają się brnąć bez końca, lecz budują adekwatny do danych dźwięków nastrój. Należy również pogratulować producentowi płyty Wesowi Hauchowi, który wyciągnął z nagrań to co najlepsze. O ile przesadził trochę ze wspominanymi czystymi partiami śpiewu, o tyle instrumentarium brzmi tak jak powinno, z idealnie uwypukloną gitarą solową na czele.

Najnowsza płyta Volumes, wraz z ostatnimi nagraniami Structures i Within The Ruins pokazuje, że metalcore wcale nie zabrnął w ślepą uliczkę. Jedynym mankamentem albumu jest jego czas trwania, ponieważ niecałe trzydzieści minut to zdecydowanie za krótko jak na longplay. Przy tegorocznej deficycie dobrych krążków w gatunku "core", "Sleep" prezentuje się naprawdę świetnie i szczerze wątpię, czy jakikolwiek zespół będzie potrafił zagrozić tym nagraniom. Mimo wszystko chciałbym się mylić.

Marcin Czostek