Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Exit Wounds

Exit Wounds - The Haunted

Exit Wounds

Wykonawca:

The Haunted

Gatunek:

Metal

5 /10

Neo-thrash, jaki grają panowie z The Haunted, powinien już dawno przepaść w odmętach przemysłu muzycznego.

To, co zespół proponuje na "Exit Wounds", choć i tak od znacznie młodszych załogantów oddziela go gruba kreska, wcale nie oznacza, że Szwedzi mają jeszcze cokolwiek do powiedzenia. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że po ostatnich roszadach w składzie, naiwnie wierzą w to, że znowu przypodobają się słuchaczom.

Do składu powrócił Marco Aro, żywa legenda death metalu, dziś infantylny tekściarz i choć piszę to z bólem serca, najsłabsze ogniwo The Haunted. Wygar, z którego słynie ten cieszący się zasłużoną estymą krzykacz, jakoś nie pasuje mi do obecnego oblicza zespołu i najzwyczajniej mnie męczy. Muzyka kapeli też niespecjalnie wywołuje wzwód, ani też nie przyspiesza wytwarzania endorfin, co pozwala na stwierdzenie, że "Exit Wounds" czyni więcej szkody niż pożytku. X razy słyszeliśmy podobny materiał - również za Oceanem - i tylko najbardziej wytrwali fani dadzą się sponiewierać podopiecznym Century Media.

Na szczęście trzy kwadranse spędzone z The Haunted mijają szybko, co jest na swój sposób plusem. Nie jest tak, że zawartość ósmego krążka w dorobku zespołu zlewa się w jedno, wręcz odwrotnie, podziwiam zróżnicowanie nowego materiału, ale głowię się, co z tego wszystkiego mam zapamiętać. Może petardę "My Salvation", a może groove metalowe "Ghost in The Machine" albo skoczne i zagrane na modłę Lazarus A.D "Time (Will Not Heal)". No dobra, wymieniłem aż trzy (bardzo dobre) utwory, a co z resztą? Nic. Pozostała część "Exit Wounds" jest doskonałym tłem do bezmyślnego pijackiego headbangingu, bez zastanawiania się nad jakością utworów.

Gros kompozycji to oczywiście szybkie ciosy między oczy, do których kwintet zdążył nas przyzwyczaić. W koncertowych warunkach może nawet staną się gotowymi pociskami zrzucanymi ze sceny, ale w domowym zaciszu nowy studyjny album The Haunted rozczarowuje. Mimo całej agresji, świetnej pracy sekcji rytmicznej, i (prawie) najlepszych solówek, jakie słyszałem w tym roku, nie dam się przekonać. Niebawem światło dzienne ujrzy nowe dzieło At The Gates. Wtedy, na co liczę, bracia Björler do niedawna stanowiący o sile The Haunted, skupią się na swoim pierwotnym zespole. Tak będzie lepiej.

Grzegorz "Chain" Pindor