Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Fire From The Evening Sun

Fire From The Evening Sun - Philm

Fire From The Evening Sun

Wykonawca:

Philm

7 /10

Co by było, gdyby Fântomas zamiast "wariacji na temat" grał piosenki? Odpowiedź niesie druga płyta grupy Philm.

Nazwę jednego z najciekawszych projektów Mike'a Pattona przywołuję tu nieprzypadkowo. Raz, że łączy je osoba perkusisty - Dave'a Lombardo. Dwa, że oba składy zainteresowane są (w mniejszym, bądź większym stopniu) muzyką filmową. Trzy, że Fântomas ogłosił, że wraca na scenę, a ja koniecznie chciałem o tym napisać.

Skupmy się jednak na Philmie, czyli trzyosobowej załodze, którą Lombardo założył jeszcze zanim koledzy ze Slayera pokazali mu drzwi. Co w 2012 roku wydawało się być czasową fanaberią znakomitego pałkera, dziś urosło do miana regularnego zespołu. Po przesłuchaniu krążka "Fire From The Evening Sun" trzymam kciuki, by tak już pozostało.

Dlaczego? Bo trójce Lombardo, Nestler i Tomaselli wspólne granie świetnie "siedzi". Od pierwszego dźwięku słyszysz, że jara ich wspólne grzebanie przy muzyce, że grają w punkt nie dlatego, że są robotami, ale że w ich żyłach płynie ten sam puls. Podejrzewam, że takiej chemii w zespole Dave nie czuł od czasu pierwszych płyt Slayera.

Materiał zaproponowany na drugim krążku Philm wymyka się klasyfikacjom. Z jednej strony możesz go podciągnąć pod szalonego rock'n'rolla ("Train"), kiedy indziej pod alternatywny metal ("Lion's Pit"), by w końcu przylepić mu łatkę post-hardcore ("We Sail At Dawn") - każde z tych określeń oddaje tylko część prawdy o składzie z Kalifornii. Panowie nie boją się również sięgnąć po balladę w knajpianym duchu - mowa o "Corner Girl". I choć Gerry Nestler Tomem Waitsem zdecydowanie nie jest, to jednak taka nuta, po kilkudziesięciu minutach mocnej gitarowej jazdy, niezmiernie mi się podoba.

"Fire From The Evening Sun" to krążek pełen luzu i radości tworzenia, raz na zawsze potwierdzający, jak wszechstronnym muzykiem jest Dave Lombardo.

Jurek Gibadło