Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / White Devil Armory

White Devil Armory - Overkill

White Devil Armory

Wykonawca:

Overkill

9 /10

Od 2010 roku Overkill regularnie, w dwuletnim odstępie czasu, nagrywa nowy krążek studyjny. Właściwie trzeba by powiedzieć, że nie tyle nagrywa, co spuszcza fanom thrashowy łomot.

Kondycja zespołu z New Jersey jest zachwycająca! Zawartość siedemnastego albumu Overkill "White Devil Armory" świadczy o tym lepiej niż wszystko inne. Materiał zawiera jedenaście premierowych kawałków o natężeniu agresji i wściekłości godnej klasyków gatunku. Ten album jest jedną z definicji tego, jak można grać współczesny thrash metal jednocześnie nie zapominając o korzeniach jego amerykańskiego nurtu.

Po zapoznaniu się z nowym dziełem Overkill cisnął mi się na usta wyłącznie jeden czasownik, który stanowi esencję "White Devil Armory". Ależ oni nap… zasuwają! Biorąc się do odsłuchu tego dzieła musicie sobie uświadomić, że czeka was ostra thrashowa jazda. Nie zdradza tego klimatyczne intro "XDM", ale wraz z utworem "Armorist" z gitar Dave’a Linska i Dereka Tailera wysypuje się całe mnóstwo siarczystych riffów stających do wyścigu z mega aktywną perkusją Rona Lipnickiego. Całość wypełniają kunsztowne zagrywki basowe D.D. Verniego, który wraz z Tailerem nie oszczędza też głosu tworząc wsparcie wokalne dla znakomitego Bobby’ego Ellswortha. Muzycy Overkill grają bezkompromisowo, zadziorne i przekonująco aż do szpiku kości. Pod tym względem niewiele zmienia się w utworach "Down To The Bone", "PIG", "Where There’s Smoke…", "Another Day to Die" (rewelacyjne "żywe" linie basu!) "King Of The Rat Bastards" albo stawiającym stempel na płycie "In The Name". To thrash metal w krystalicznej postaci. Fani gatunku mogą się w nim przeglądać bez obaw, że zobaczą tam coś niepożądanego.

W każdym razie, na "White Devil Armory" dają się odczuć pewne urozmaicenia, które zostały podane w graniach rozsądku i bez wyłamywania ogólnej konwencji płyty. Mówię tu o takich pomysłach, jak szyderczy i zarazem urzekający rechot Ellswortha w utworze "Down To The King", jego improwizowane zejścia wokalne w marszowym "It’s All Yours" albo zapętlone gitarowe wstępy do numerów "Freedom Rings" i "Bitter Pill". Ten ostatni kawałek charakteryzuje się zresztą dość dziwaczną strukturą, którą wieńczy thrash'n'rollowy galop. Te wszystkie rozwiązania służą podtrzymywaniu tożsamości Overkill, który jest dziś jedną z najwyraźniejszych ilustracji esencjonalności amerykańskiego thrash metalu, ale równocześnie też podkreśla autonomię swoich niebanalnych możliwości.   

Warto wspomnieć, że siłą Overkill jest dziś również ustabilizowany skład. O ile wiadomo, że za najważniejsze sznurki w zespole pociągają niezmordowani D.D. Verni i Bobby Ellsworth, o tyle w przeszłości różnie bywało z obsadą sekcji gitarowej i perkusji. Jednak już prawie dekadę w Overkill nie dochodzi do żadnych zmian personalnych, co słychać na każdym kolejnym krążku. Sądzę więc, że "White Devil Armory" jest ukoronowaniem stabilizacji zespołu, choć dwa poprzednie albumy kapeli - "Ironbound" z 2010 roku i "The Electric Age" z 2012 roku - były dziełami równie udanymi. Nie przedłużając zbytnio podsumowania, mogę z dziką rozkoszą stwierdzić, że muzycy Overkill nagrali kolejny krążek, który wpisuje się w najlepsze standardy thrash metalu.

Konrad Sebastian Morawski