Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Pomarańczowy album

Pomarańczowy album - Absurd

Pomarańczowy album

Wykonawca:

Absurd

Gatunek:

Rock

7 /10

Jak sama okładka sugeruje, "Pomarańczowym albumem" zwie się debiut toruńskiej formacji Absurd.

Zespołu, który mimo, że ma za sobą dopiero pierwszy krążek, na przestrzeni kilku lat działalności sporo namieszał na toruńskiej scenie muzycznej. "Pomarańczowy album" to efekt dotychczasowej pracy i zebranych przez te lata doświadczeń.

Stylistyka Absurdu jest dość zróżnicowana. Utwory są krótkie, szybkie, a co najważniejsze - nie nużą. Mimo, że w ich brzmieniu znaleźć możemy wpływy punk rocka, grunge, ska, czy alternatywy, to generalnie album jest spójny brzmieniowo, nie gubiący po drodze rockowego pierwiastka. Otwierający go "Nudny Luty" to chyba jeden z ważniejszych utworów dla samego zespołu. Z tekstu dowiadujemy się o Absurdzie, jego historii oraz kierunku, w jakim formacja pójdzie w przyszłości.

W przeważającej ilości, utwory zawarte na krążku najbliższe są punk rockowi. "Plastelina cz.3" głównie za sprawą riffów przywołuje ducha Green Day. Po szybkim "Maleństwo" zespół nieco zwalnia w balladowym numerze "J.N., J.N., J.N., J.N!!!", który spośród zawartości krążka jest najbardziej "radio-friendly". "27" opowiada historie związane z "Klubem 27" i prezentuje stosunek zespołu do tego zjawiska. Absurd nie ukrywa inspiracji Pixies, czego dowodem może być tytuł jednego z utworów - "Kim Deal".

Mimo, że Absurd z reguły prezentuje dość proste podejście do komponowania typu zwrotka-refren-zwrotka, w ich utworach możemy znaleźć dużo ciekawych i zaskakujących momentów, które urozmaicają "Pomarańczowy album". Weźmy jako przykład "Wygnanie lwa z ZOO" z pauzami, czy nagłymi zmianami tempa w "RK2", nie wspominając o kończącym album "Słodko-gorzka" z pojawiającym się po kilku minutach coraz częściej spotykanym patentem, mianowicie ukrytym utworem, niczym "Endless, Nameless" z "Nevermind" Nirvany.

"Pomarańczowy album" brzmi bardzo spontanicznie. Wydawać by się mogło, że to zwariowane, młodzieżowe garażowe granie. Prawda leży gdzieś pośrodku, bowiem z jednej strony płyta prezentuje wizje zespołu sprzed lat, a z drugiej strony brzmi całkiem dojrzale, jak na debiut, który nie jest ani sztuczny, ani nachalny, a co za tym idzie - prawdziwy.

Wojciech Margula