Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Sonic Syndicate

Sonic Syndicate - Sonic Syndicate

Sonic Syndicate

Wykonawca:

Sonic Syndicate

8 /10

Ostatnie lata działalności Sonic Syndicate były skomplikowane. Niewiele brakowało, aby zespół znalazł się w fazie rozpadu, ale wszelkie problemy zostały ostatecznie przezwyciężone. Najlepiej świadczy o tym nowy krążek kapeli.

Materiał zatytułowany po prostu "Sonic Syndicate" odzwierciedla wiele dobrych standardów wypracowanych przez zespół, szczególnie tych, które Szwedzi zaproponowali na ostatnim albumie studyjnym "We Rule The Night" z 2010 roku. Można więc na nowym krążku Sonic Syndicate usłyszeć charakterystyczne kompozycje balansujące pomiędzy melodyjnym death metalem, metalcore i alternatywą. Kapela często nie oszczędza instrumentów, szczególnie jeśli chodzi o gitary, aby gładkim krokiem przejść do melodyjnego tête-à-tête z nowoczesnym metalem. Z tym instrumentalnym klimatem koresponduje urozmaicona sekcja wokalna. Odpowiednio ciężka, jeśli zespół stroszy pazury, a zarazem barwna w wiodących fragmentach płyty.

Nie da się wszak ukryć, że muzycy Sonic Syndicate stawiają przede wszystkim na nośność i chwytliwość utworów, co sprawia, że ich nowy krążek, poprzez swoje brzmienie, otwiera się na bardzo szerokie grono fanów ciężkich (…i prawie ciężkich) brzmień. Zresztą ta filozofia umożliwiła szwedzkiej formacji wypłynięcie na szerokie wody, w których zespół nauczył się sprawnie pływać i nurkować. Pomimo, że w składzie kapeli pozostał już wyłącznie jeden przedstawiciel klanu Sjunnessonów to wciąż czuć w niej ducha leżącego u jej zarania, gdy nazywała się jeszcze Fallen Angels. Spora w tym zasługa owego ostatniego Sjunnessona - gitarzysty o imieniu Robin - który skupił na sobie główne kierunki działalności zespołu. To jego myśl kompozycja pozwala połączyć współczesne brzmienie Sonic Syndicate z często na wyrost idealizowaną przeszłością.

W zawartości "Sonic Syndicate", oprócz sprawdzonych patentów, nie brakuje także eksperymentów. Słychać na przykład wpływy groove metalu (m.in. "Before You Finally Break" i "Catching Fire"), a najbardziej wściekłe momenty krążka przywołują uzasadnione skojarzenia hardcore. Być może otwarcie się zespołu na nowe pomysły jest rezultatem wpływów angielskiego wokalisty Nathana J. Biggsa, którego pięciolecie działalności w Sonic Syndicate musiało wreszcie zebrać plony. Jeśli już o wokalistach mowa, to warto też wspomnieć, że na krążku gościnnie wystąpił Bjorn Strid, uchodzący dziś za legendę szwedzkiego melodyjnego death metalu. To moim zdaniem wyraźny manifest tego, co dziś do zaoferowania fanom ma Sonic Syndicate. Z jednej strony grupa nawiązuje do klasyki rodzimego rynku ciężkich brzmień, zaś z drugiej stale poszukuje nowych form muzycznej ekspresji.    

Sądzę więc, że fani zespołu powinni być zachwyceni najnowszym dziełem Szwedów, na którym w żadnym razie nie zrezygnowano z rdzennego brzmienia. Wciąż nieźle prezentują się gitary i perkusja, urocze wrażenie sprawia bas, a wokale skutecznie nadają temu materiałowi charakterystyczną dwoistość, pomiędzy ciężarem a nośnością. Czy Sonic Syndicate ma jednak szansę otworzyć się na nowe grono fanów? Nowy krążek dostarcza wielu argumentów za tym, że usłyszymy jeszcze o zespole, zarówno w podziemiu, jak również w popularnych stacjach muzycznych. To dobry materiał, który ma szansę nakłonić niezdecydowanych do odkrywania tajemnic metalu.

Konrad Sebastian Morawski