Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Pogrzeb w karczmie

Pogrzeb w karczmie - Licho

Pogrzeb w karczmie

Wykonawca:

Licho

Gatunek:

Post-black

8 /10

Podobno Licho nie śpi i coś w tym jest, bo za każdym razem kiedy ten jednoosobowy projekt wypuszcza coś nowego, słuchacza ogarnia niepokój i lęk, ale również zainteresowanie.

Obrodziło nam ostatnimi laty w zespoły i artystyczne jednoosobowe kreacje piewców smoły, czerni i co ciekawe, już nie do końca samego szatana. Tematem przewodnim stały się chłód, jesień, nihilizm, Młoda Polska i szczególnie uwielbiana ostatnio wódka. Ta w przypadku "Pogrzebu w karczmie", gra pierwsze skrzypce…

Wisielczy klimat utrzymujący się przez cały czas trwania albumu to najlepsze co mogło spotkać Licho. Podszyty niemal namacalną wonią otępiającej gorzały i dekadenckich myśli szybko otula słuchacza i nie daje możliwości ucieczki od "wieszcza" i jego opowieści. Silnie uzależniający materiał składający się na "Pogrzebu w karczmie" wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom. Bo jak to nazwać, post-black, folk/black, a może po prostu, pijackie wynurzenia obłąkanego podmiotu lirycznego, któremu tylko od czasu do czasu towarzyszy (czytelna) gitara i mocniejsze bicie surowo brzmiącej perkusji?

Miejscami, jak choćby w utworze tytułowym, dzieje się więcej, tempo wzrasta, a co za tym idzie, osamotnione szaleństwo także. Rzadko kiedy mam do czynienia z albumami, które tak silnie działałyby na percepcję słuchacza. Absolutnie każdy, nawet niechlujny element tej układanki, wciąga z naciskiem na liryki w cieszącej się coraz większą popularnością - a jakże - mowie ojczystej. Jakby tego było mało, sprawca całego zamieszania jest dość "sprawnym" wokalistą, który z pogrzebu czyni swój własny ograniczony środkami teatr. Nie spodziewajcie się "normalnych" form wokalnych, bo ani głos Licha się do tego nie nadaje, ani przyjęta konwencja (albo jej brak?) na to nie pozwala. Więcej pisać nie trzeba. Należy słuchać. Samemu w smugach papierosowego dymu przy ciepłej wódce pitej wieczorem w samotności.

Wtedy przypomnicie sobie, że Licho naprawdę nie śpi.

Grzegorz "Chain" Pindor