Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Summoning Deliverance

Summoning Deliverance - Horn of The Rhino

Summoning Deliverance

Wykonawca:

Horn of The Rhino

8 /10

Horn of the Rhino na swym trzecim (albo piątym, jeśli uwzględnić także płyty nagrane jako Rhino) albumie nie prezentuje niczego nowego, ale wciąż trzyma równą, wysoką formę.

"Summoning Deliverance" to kontynuacja drogi obranej już na debiucie przez hiszpańskie power trio. I choć wytwórnia określa najnowszy album jako "najbardziej śmiały i ambitny", tak naprawdę słuchacz, przynajmniej ten obeznany z twórczością nosorożca, zwłaszcza z poprzedniego krążka "Grengus", nie znajdzie tu większych niespodzianek. Pewnie słusznie, bowiem dotychczasowy koncept sprawdzał się na tyle dobrze (choć nie przyniósł niestety Horn of the Rhino większej popularności), że nie było potrzeby wprowadzania wyraźnych zmian. Na "Grengus" zespół obrał kurs w kierunku grania zdecydowanie mocniejszego niż wcześniej i nie inaczej jest w przypadku "Summoning Deliverance".

Na jedną z głównych, przewijających się przez wszystkie albumy inspiracji Hiszpanów wskazuje otwierający album (po krótkim intro) utwór "Exvenhstench". Uwagę zwracają charakterystyczne riffy i refreny, szybkie tempo oraz jedyna w swoim rodzaju barwa zachrypniętego wokalu Javiera Gálveza, który ponownie zasłużył na miano brata bliźniaka Matta Pike'a. Wciąż obecny w muzyce Horn of the Rhino wpływ High on Fire, słyszalny również i w dalszej części albumu (np. "High Priest czy częściowo "Their Tombs") to tylko jedno z oblicz zespołu. Formacja, między innymi dzięki wyjątkowym umiejętnościom swego największego skarbu, jakim bez wątpienia jest frontman-kameleon, potrafi bowiem płynnie i umiejętnie poruszać się między różnymi stylistykami w ramach ciężkiego grania. Wspomniany "Their Tombs" cechuje się kilkukrotnymi zmianami tempa i nastrojów, w "Grim Foreigners" (choć nie tylko tam) można usłyszeć trochę deathmetalowego riffowania. Mocarne, metalowe uderzenie i kilogramy bujającego groove zapewnia także "Builder of Carrion Effigies".

Dopiero zamykający płytę "An Excess of Faith" przynosi kolejny znak rozpoznawczy Horn of the Rhino, czyli nawiązania do ciężkiego (w tym przypadku bardzo ciężkiego) rocka oraz grunge, którego wpływy na "Summoning Deliverance" ograniczone są jednak do minimum. Za to znakomite "Onward Through Domination", czy "Deliverance Prayer" to już właściwie klasyczny, niekiedy wręcz epicki doom metal. Gálvez ma tu możliwość zaprezentowania pełni swych imponujących możliwości wokalnych. Ciekawe, jak udaje mu się odtworzyć wszystkie te, chwilami bardzo 'cornellowe' górki na żywo, trzeba jednak przyznać, że z płyty na płytę jego śpiew staje się coraz lepszy i wyraźnie pewniejszy. Takim atutem nie może pochwalić się wiele zespołów w podobnej stylistyce. Pod ścieżką nr 66 kryje się jeszcze ukryty, niezatytułowany utwór, łagodna zaśpiewana czystym wokalem ballada - najspokojniejsza kompozycja w dyskografii Hiszpanów.

Horn of the Rhino trzyma się przyjętego kursu i na razie nic nie wskazuje na powrót do czasów choćby "Weight of Coronation", na którym dominowały nieco bardziej stonowane dźwięki i czysty głos Gálveza. Podobnie, jak na "Grengus", wokalista zdecydowanie częściej wystawia tu na próbę swoje struny głosowe, a dwójka jego kolegów nie pozostaje w tyle, serwując mocny, tłusty i ciężki podkład. Horn of the Rhino to jedna z najciekawszych kapel w szeroko rozumianej kategorii sludge/doom i szkoda, że wciąż nie została należycie doceniona. Trio jak mało kto potrafi płynnie wpleść w swoje granie elementy różnych gatunków, a do tego ma szczęście dysponować świetnym wokalistą. Czas najwyższy, by atuty te przekuć wreszcie w jakiś, niewielki choćby, ale namacalny sukces.

Szymon Kubicki