Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Większy zjada mniejszego

Większy zjada mniejszego - Dezerter

Większy zjada mniejszego

Wykonawca:

Dezerter

Gatunek:

Punk

6 /10

Minęły cztery lata od premiery ostatniej płyty, a Dezerter jakby cofnął się w rozwoju.

Grupa Krzysztofa Grabowskiego i Roberta Matery stała się legendą polskiego punka nie przez przypadek. Zawsze była jakby do przodu: lepiej brzmiała, grała przyzwoicie technicznie, miała mądrzejsze, mniej częstochowskie od kolegów teksty.

Gdyby przyszło dziś odpalić nową płytę Dezertera, "Większy zjada mniejszego", człowiekowi, który nie zna dyskografii zespołu, podejrzewam, że nie uwierzyłby, iż ma do czynienia z Mistrzami. Krążek - w porównaniu choćby z poprzednim "Prawo do bycia idiotą" - brzmi po prostu słabo. A może inaczej - daleko od standardów, jakie wyznaczył sobie skład. Toż temu soundowi bliżej - powiedzmy - do "Legendy" Armii, niż do współczesnych produkcji. Jest lekko przytłumiony, kartonowy, niezbyt atrakcyjny dla słuchacza. Teoretycznie można mu to poczytać za zaletę, niemniej - jak już wspomniałem - Dezerter przyzwyczaił nas do wyższej formy brzmieniowej.

Grabowski - jako tekściarz - też daleki jest od optymalnej formy. Jeszcze takie "Na bruk" to forma inspirującego strumienia świadomości, dotyczącego poczucia winy, odrzucenia. Ale gdy słucha się rymów "Doskonałe narzędzia do inwigilacji/I sposób na dostęp do tajnych informacji" (skądinąd mądry "Paradoks"), "Rząd i opozycja to najlepsza koalicja" ("Koalicja") lub "Większość krzyczy - to nic złego/Większy musi zjeść mniejszego" (kawałek tytułowy), nabiera się wątpliwości, czy pisał je jeden z najlepszych polskich pisarzy wśród punkowców*.

Każdy tekst zyskuje rzecz jasna wtedy, gdy ktoś go efektownie zaśpiewa. Niestety, Robert Matera, który nigdy wielkim wokalistą nie był, śpiewa tu nad wyraz mdło i z mniejszą dozą agresji, niż zazwyczaj. Ta na całego pojawia się w szybkostrzelnym "Wrogu", ale w stopniu daleko niezadowalającym.

Zgadza się tylko poziom muzyczny i techniczny. Sekcja Grabowski-Chrzanowski jedzie do przodu niczym banda młodzieniaszków chcąca rzucić się na publikę, a Matera serwuje całą paletę ciekawych riffów, brudnych, niepokojących, zagranych z agresją i pasją (mój faworyt to "Dzieci gorszego Boga").

Ciężko mi jednoznacznie ocenić nowy krążek Dezertera. To ciągle przyzwoite granie, niegłupie myśli i dojrzałość, ale zdecydowanie poniżej poziomu, do którego załoga zdążyła nas przyzwyczaić.

*w momencie pisania recenzji nie miałem dostępu do informacji dotyczących autora poszczególnych tekstów. Jeśli więc nie jest nim KG, uprzejmie zwracam mu honor.

Jurek Gibadło