Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Watchers of Rule

Watchers of Rule - Unearth

Watchers of Rule

Wykonawca:

Unearth

Gatunek:

Metalcore

8 /10

Najnowszy album Unearth dowodzi jednej, ale za to bardzo istotnej rzeczy. Mianowicie, klasyczny metalcore na thrash metalowych podwalinach nie umarł i ma się dobrze. Przynajmniej, dopóki bostońscy metalowcy pozostaną wierni brzmieniu sprzed lat.

Swoją drogą, to chyba ostatni zespół w tym gatunku, który nigdy nie splamił się słabym albumem, a ponadto, na żadnym etapie swojej kariery, nie próbował wymyślać się na nowo. Inni mniej lub bardziej zasłużeni dla nurtu, albo zawiesili buty na kołku (patrz: Shadows Fall), albo przeszli diametralne metamorfozy z kiepskim skutkiem. Dla większości, batalia spod znaku być albo nie być na rynku okazała się za trudna i tak oto, Unearth razem z War of Ages są bastionem klasycznie rozumianego metalcore’a.

Obecnie kwartet swoim "Watchers of Rule" sprawił jedną z największych i najmniej oczekiwanych niespodzianek tego roku. Ten album składający się z dziesięciu piosenek i intro jest znaczącym skokiem formy bostońskich gwiazd. Nie żeby Unearth jakoś opuścili się w graniu czy w komponowaniu, ale tak dobrego materiału nie słyszałem od sławetnej "III: In the Eyes of Fire"). Wszystkie elementy, z których ten zespół słynie, z naciskiem na genialne solówki i fantastyczną pracę sekcji rytmicznej, zostały zintensyfikowane. Gitarowych popisów jest jeszcze więcej niż na poprzednim, ostatnim dla wytwórni Metal Blade i chwalonym za solówki "Darkness In Light", a co najistotniejsze, pod względem ciężkości i wkur***nia, Unearth weszło na zupełnie nowy, napędzany blastem i blackmetalowymi wtrętami poziom ("The Swarm").   

Praktycznie cały krążek nadaje się do koncertowej prezentacji. Nawet z pozoru słabsze utwory, jak trochę zbyt mechaniczne i (mocno) deathmetalowe "From The Tombs of Five Below" czy sztucznie podniosłe, jak na Unearth, "Trail To Fire" z pewnością sprawdzą się w ciasnych klubach wypchanych po brzegi rozwścieczonymi metalheads. Ale żeby nie było zbyt różowo, zganić trzeba zespół za brak stałego basisty, który dodałby do tej układanki coś od siebie, niezmienny wokal Trevora Phippsa, a także niepokojąco dużą ilość breakdownów.

Ten równie mocno kochany co znienawidzony element w twórczości Unearth zawsze odgrywał rolę dodatku do dość skomplikowanej, nawet jak na ten gatunek, gry obu gitarzystów, którzy mimo wszystko, stawiają na melodię i riff ("Birth of A Legion") niż na sztuczną napinkę. Tym razem coś się zmieniło. Zakładam, że panowie poczuli chęć pokazania światu, iż nawet w tej materii potrafią pisać interesujące rzeczy - co zaznaczam jest prawdą - ale częsty breakdown i Unearth nie powinny iść ze sobą w parze. Zresztą, co ja piszę, biorąc pod uwagę ogólną zajebistość szóstego studyjnego materiału podopiecznych Century Media, nawet brejki nie zmienią wysokiej oceny "Watchers of Rule". Moim zdaniem to jeden z najlepszych, najwścieklejszych i wybitnie koncertowych albumów 2014 roku. W swojej metalcore’owej kategorii bezkonkurencyjny.

Grzegorz "Chain" Pindor