Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Hell Yeah

Hell Yeah - Trzynasta w Samo Południe

Hell Yeah

Wykonawca:

Trzynasta w Samo Południe

Gatunek:

Hard rock

8 /10

"Uczestnicy X Factor" czy "Półfinaliści Must Be The Music" to nagłówki, które najczęściej wyświetlają się po wpisaniu nazwy zespołu Trzynasta w Samo Południe w wyszukiwarkę.

Uczestnictwo w tego typu programach jako rodzaj promocji zawsze działa na mnie jak płachta na byka, ponieważ chyba każdy orientuje się jacy "artyści" zwykle wygrywają finały kolejnych edycji. Bardzo możliwe, że tym razem trafiłem na odstępstwo od reguły, gdyż po pierwszym, tytułowym kawałku z albumu "Hell Yeah" można łatwo wywnioskować, że mamy do czynienia z rock’n’rollowcami z krwi i kości. Utwór który promuje wydawnictwo, to kompozycja aż nadto energetyczna. Mamy tu świetny powolny riff, krótką i treściwą solówkę i przede wszystkim refren prawdopodobnie otwierający kapeli drogę do Polskich rozgłośni radiowych.

Może wolicie coś spokojniejszego? Trzynasta w Samo Południe świetnie odnajduje się również w delikatniejszych rytmach, czego idealnym przykładem jest "Behind The Fire", w którym gitary aż biją po uszach swoją "amerykańskością". Już widzę jak w klipie do kawałka samotny harleyowiec przemierza bezdroża Teksasu wypijając kolejną butelkę Jacka Danielsa. W tym przypadku wrocławski zespół znów stworzył radiowy refren, pozostający w głowie jeszcze długo po przesłuchaniu. Panowie przygotowali również coś dla wiecznych malkontentów, a mianowicie polskojęzyczny "Po prostu idź", który potwierdza, że kapela potrafi nagrywać naprawdę dobre kawałki w dwóch różnych językach. Sprawa, przynajmniej dla mnie, jest dość istotna, gdyż przesłuchując coraz to nowsze radiowe popłuczyny aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych czasach "gwiazdy" nie potrafią poprawnie mówić po angielsku, a o poprawnej polszczyźnie nawet nie wspominając…

Po przesłuchaniu "XIII" odnosi się wrażenie, że zespół mógłby rzucać świetnymi kompozycjami na prawo i lewo. Praktycznie każdy numer jest mocnym punktem płyty, co zapewne będzie problemem przy ustalaniu setlisty na najbliższe koncerty. Umówmy się, nie znajdziemy na tym albumie grania zbyt odkrywczego, które podbija zagraniczne listy przebojów. Na "Heall Yeah" mamy do czynienia z muzyką pełnym entuzjazmu i młodzieńczej energii, a to wystarczy żebyście pobiegli do najbliższego Empiku po swoją własną kopię tego naprawdę dobrego albumu.

Marcin Czostek