Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / In The Court Of The Lizard

In The Court Of The Lizard - Turbo

In The Court Of The Lizard

Wykonawca:

Turbo

Gatunek:

Metal

8 /10

Na początku kwietnia 2014 roku na deskach krakowskiego Lizard King wystąpiła kapela Turbo. Jednym z rezultatów koncertu było wydanie materiału na dwóch płytach CD i w formie audiowizualnej.

W tej recenzji skupię się wyłącznie na materiale audio, który towarzyszył mi w trasie pomiędzy Rzeszowem a Krakowem. Zacznę od prawdziwej historii, która mogłaby pewnie wystarczyć za całą recenzję. Otóż mniej zainteresowana polską muzyką rockową i metalową koleżanka, która podczas wspomnianej podróży słuchała ze mną w samochodzie "In The Court Of The Lizard" trochę się naigrywała, że pomiędzy utworami "Myśl i Walcz" a "Przebij Mur" publiczność skandowała "k…a, k…a!", później porównała Tomasza Struszczyka do tańczącego z delfinami, aby wreszcie marudzić, że to zbyt ciężkie i brudne numery na jej wrażliwe elfie uszy. W sumie jakość tego nagrania nie jest wybitna, ale bez przesady. Realizatorzy dźwięku, a także ludzie od miksu i masteringu wykonali solidną pracę. Moim zdaniem o wiele lepszą, niż choćby techniczni czarodzieje na ostatnim koncertowym soundtracku Metalliki "Through The Never", który brzmi strasznie płasko, a miejscami po prostu niechlujnie. Jakość soundu na "In The Court Of The Lizard" powinna być więc w pełni zadowalająca dla fanów gatunku.

Jeśli zaś chodzi o dobór utworów, to istotnie pierwsza część koncertu - powiedzmy, że zawarta na pierwszej płycie - eksponuje oblicze zespołu w wersji heavy, względnie mocnego rocka. Dinozaury polskiego rocka i metalu, jeszcze w składzie z Dominikiem Jokielem, zasuwają niczym przed trzydziestu laty. Cieszy fakt, że kapela przekrojowo sięgnęła po starsze utwory. A to wyciągając z 1986 roku  kapitalną "Kometę Halleya" albo esencjonalne "Bramy galaktyk", a to przypominając 2001 rok takimi mrocznymi i ciężkimi strzałami, jak "Upiór w Operze" i "Armia". Nic nie ujmując ostatnim studyjnym nagraniom Turbo - to kapitalne utwory zarówno w studio, jak i podczas krakowskiego koncertu - myślę, że współcześni fani kapeli wciąż oczekują od muzyków wskrzeszania wspomnień przekutych w konkretne utwory. Wspomnień zaprezentowanych w najwyższej instrumentalnej i wokalnej formie. W sumie więc szczególnie Tomasz Struszczyk będzie musiał znowu mierzyć się z różnymi porównaniami do wielkiego poprzednika. To zupełnie naturalne przy tego typu nagraniach. Wokalista może jednak spać spokojnie - jego partie bronią się same.

Ale, ale… do Krakowa jeszcze daleko, a siedząca obok mnie niewiasta przestała ironizować na temat słuchanego albumu. Myślę, że przełamanie nastąpiło w okolicach przepięknego, choć niełatwego utworu "Człowiek i Bóg" z 2004 roku. Natomiast "In The Court Of The Lizard" porywa bez reszty w drugiej części koncertu zawartej umownie na drugim krążku. Fani ostrzejszego, soczystego brzmienia znajdą tu wiele dla siebie, weźmy przykłady takich utworów, jak "Wybieraj sam", "Mówili kiedyś", "Sztuczne oddychanie" albo "Kawaleria Szatana cz. II", aby przekonać się, że na deskach krakowskiego Lizard King stanęli klasycy gatunku. Twórcy polskiej kultury muzycznej w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia. Składają się na nią również utwory, które sprawiły, że o Turbo było słychać na wielu szerokościach. Piękne, wspaniałe ballady, czasem po prostu najważniejsze kompozycje w życiu dojrzałych ludzi - "Dorosłe dzieci" i "Jaki był ten dzień". Szczególnie w tym drugim utworze Tomasz Struszczyk zaprezentował się fenomenalnie. Nie tylko jako wokalista, ale też jako frontman. O formie instrumentalnej kapeli nie ma sensu wspominać. To wytrawni profesjonaliści.

Stało się tak, że po zakończeniu pierwszego odsłuchu do końca trasy słyszałem już tylko: "Cofnij na ten pierwszy gorzki utwór" albo "Daj teraz na ten refleksyjny o dniu". Koncert Turbo wydany na płytach był dla mnie ważną tegoroczną zapowiedzią, ale też dzięki przypadkowi byłem świadkiem, jak muzyka zespołu, zarejestrowana na żywo w klubie, może wpływać na ludzi i dawać im coś bardzo ważnego, czego jeszcze nie odkryli. Jasne, można mieć pewne uwagi odnośnie repertuaru. Zabrakło mi "Szalonego Ikara", a wyrzuciłbym z setu "Breaking The Law" wykonane ze zużytym Paulem Di’Anno. Tyle że są to uwagi, jakich zawsze pełno przy okazji premier tego typu wydawnictw. Niemniej największą siłą albumów, takich jak "In The Court Of The Lizard", jest doniosłe poczucie obcowania z legendą, a przy okazji możliwość obserwacji, że Turbo ma wciąż wystarczająco dużo siły, by swoją muzyką zmieniać kolejne pokolenia Polaków.

Konrad Sebastian Morawski

Galerię zdjęć z krakowskiego koncertu, podczas którego rejestrowano DVD można zobaczyć TUTAJ.

Foto: Romana Makówka