Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Karma market

Karma market - Muchy

Karma market

Wykonawca:

Muchy

Gatunek:

Alternatywa

8 /10

Im rój Much powiększa się o kolejne osobniki, tym jego muzyka oszczędniejsza. Przypadek? Nie, dojrzałość.

Pamiętam pierwszy koncert Much, w którym uczestniczyłem, jakby to było wczoraj. Poznańska załoga, wtedy jeszcze jako tercet, towarzyszyła Hey w czasie ich jesiennej trasy koncertowej A.D. 2007. W drogę Michał Wiraszko i koledzy zabrali swój debiutancki krążek, "Terroromans". Młodzi ludzie stojący wokół mnie, najczęściej licealiści i studenci, jednym głosem orzekli, że te słowa i muzyka są dla nich "ważne".

Dla mnie nie były. Denerwował mnie hipsterski anturaż poznaniaków, drażniły mnie te charakterystyczne dyskotekowe uderzenia o hi-hat, a teksty Wiraszki, choć zręcznie napisane, wydały mi się grafomańskie. "Pokażę ci, jak się spada z dachu" - no proszę cię…

Od tego czasu Muchy rozrosły się do sześciu osób, olały indie rock i rozpoczęły odważny romans z alternatywą i popem. I, co mnie pozytywnie zaskakuje, wreszcie do mnie trafiły! Muzyka z "Karma market" nie ma w sobie nic ze szczeniackiej zabawy i chęci porwania tłumów na festiwalach. Jest nieco odrealniona, na swój sposób eksperymentalna, ułożona tak, by z chęcią sięgnąć po nią kolejny raz i dogrzebać się do kolejnych warstw.

Kompozycje zgromadzone na czwartym albumie zespołu z jednej strony cieszą minimalizmem - Muchy bardzo oszczędnie podają dźwięki (patrz chociażby "Biały walc"). Z drugiej jednak przemycają brzmieniowe i aranżacyjne smaczki. Tu jęknie gitara, tam zadźwięczy talerz. Tu chłopaki zaczarują dwugłosem wokalnym w stylu "Beatlesów" ("A Place"), gdzie indziej luźnym, podlanym winem "Waglewskim" opowiadaniem ("Nic się nie stało").

Zresztą, cała "Karma market" jest właśnie taka, spokojna, ułożona, bez szczenięcych wzlotów, raczej z dorosłym dystansem. Właśnie na takie Muchy czekałem i z takimi jestem skłonny się zaprzyjaźnić na dłużej.

Jurek Gibadło