Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Dear Youth

Dear Youth - The Ghost Inside

Dear Youth

Wykonawca:

The Ghost Inside

Gatunek:

Hardcore

9 /10

Jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie tegorocznych premier z miejsca stała się kandydatem do miana jednej z czołowych płyt roku.

Czwarty studyjny album hardcore’owców z The Ghost Inside jest dokładnie tym, czego melodyjna odsłona tego gatunku potrzebuje. Jest monolitem doskonale reprezentującym siłę tej muzyki, jej nośność, przebojowość, a przede wszystkim wielowymiarowość i dobry przekaz.

Dwa single zwiastujące nowy album, tytułowy "Dear Youth" z ilustrowany świetnym quasi-fanowskim klipem oraz "Avalanche" zapowiadały piekielnie przebojowy materiał. Lekko odciążony w odniesieniu do poprzednich, ale jednak wciąż mocno utrzymany w znanej i kochanej przez tysiące fanów stylistyce. Oba te utwory bez dwóch zdań wyróżniają się na tle reszty wcześniejszych dokonań, ale najlepsze zespół pozostawił do odkrycia samym słuchaczom. Hiciorów nie brakuje, jednym z nich jest nieco wolniejsze "Mercy" zaczynające się frazą "For Whom The Bell Tolls", która wwierca się w pamięć niczym gruby gwóźdź w ścianę, potężnie brzmiące "Wide Eyed" z gościnnym udziałem wokalisty Letlive, który "zaciąga" w refrenie niczym Michael Jackson, czy nietypowo groove’ujące "With The Wolves".

Prawdziwą perełką jest jednak "Phoenix Flame". Utwór, którego z całą pewnością nie powstydziliby się idole młodzieży i jedna z ikon metalcore’a, brytyjska formacja Bring me the Horizon. Mając na uwadze ostatnią metamorfozę tego zespołu, jest to dość trafne porównanie. Epicki wymiar utworu, to jak budowany jest klimat, a przede wszystkim sposób, w jaki Vigil krzyczy kolejne wersy,  jednoznacznie kojarzą się z zespołem Oliego Sykesa. Nie jest to bynajmniej żadną ujmą dla The Ghost Inside. Poszukiwanie innych form ekspresji jest jak najbardziej w porządku. Tym bardziej, że od hardcore’owej młócki do post-hardcore’owego nastrojowego grania wcale nie jest tak daleko. Tego trzeba posłuchać.

Zwykli słuchacze hardcore’a prawdopodobnie nie przełkną refrenów mocno kojarzących się z A Day To Remember (to zasługa samego wokalisty ADTR, który sprawuje producencką pieczę nad The Ghost Inside), ale nie o to przecież chodzi, żeby ganić zespół za pomysł na przekazanie konkretnego ładunku emocji. Dzięki tak łatwo wpadającym w ucho refrenom (patrz: "Dear Youth") można, po pierwsze dotrzeć do nowego audytorium, a po drugie, dać fanom więcej możliwości do sing-a-longów. A że teksty są łatwo zapamiętywane - tym lepiej.

Niestety, krążek ma kilka minusów. Rozwój The Ghost Inside przyniósł zmianę brzmienia i delikatne wyzbycie się stricte hardcore’owego kręgosłupa. Breakdowny, moi mili, to nie wszystko, 2-step ("Out of Control") też, ale zabrakło tutaj prawdziwego ataku, jaki cechował dwa pierwsze albumy obecnych podopiecznych Epitaph Records. Co z tego, że chcemy wykrzykiwać kolejne wersy z Vigilem oraz wspomagającymi go wokalnie Aaronem Brooksem i Jimem Rileyem, skoro prawdziwych neckbreakerów jest jak na lekarstwo. Owszem, panowie grają szybko i jak na hardcore, zaskakująco gęsto (a już całkowitym wypaczeniem są solówki!), ale brakuje tego pieprznięcia. Szkoda, bo samo "My Endnote" nie może być tajną koncertową bronią.

Na koniec o dość dziwnym zabiegu. Tekst z "Avalanche" wykorzystano ponownie w "Blank Pages", delikatnie mówiąc, mocno stonowanej wersji tego utworu. Zastanawiam się, co kapela chciała przez to osiągnąć. Pokazać, że ten niewątpliwie mocno trafiający do serca tekst można zaprezentować w zupełnie inny sposób czy zabrakło pomysłu na nowy? Mimo to, uwielbiam ich. Nie może być inaczej.

Grzegorz "Chain" Pindor