Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Between The Stars

Between The Stars - Flyleaf

Between The Stars

Wykonawca:

Flyleaf

7 /10

Albumy wydawane po zmianach składu są niejednokrotnie próbą. Zarówno dla zespołu, jak i dla fanów. Zwłaszcza jeżeli mowa o zmianie wokalisty.

W takiej sytuacji znalazł się amerykański Flyleaf. W 2012 roku Kristen May zastąpiła Lacey Mosley, która aktualnie spełnia się jako szczęśliwa matka. Czwarty, studyjny album "Between The Stars" jest więc jakby nową drogą formacji. Nową odsłoną. To czternaście pozycji studyjnych plus jedno demo, jeden utwór live i dwa bonusy. Sprawdźmy, czy Kristen podołała wyzwaniu i czy zespół rzeczywiście zabierze słuchacza aż pomiędzy gwiazdy?

Zaczyna się mocnym gitarowym wejściem. I szybko, pierwsze starcie z wokalem. Słodkim, cukierkowym, aspirującym do rockowego. Refren jest raczej popowy z nutą rockowego pazura. Delikatna nutą. Jeżeli chodzi o wokal, to w zasadzie nie ma żadnych niespodzianek. To samo dzieje się przez cały album. Jest słodko, czasami wręcz cukierkowo. Są momenty, gdzie Kristen stara się pokazać swoje możliwości wyciągając partie śpiewu do góry. Lubuje się w popowym "o-o-o-ou" w refrenach. To jednak również nie jest coś, co może zaskoczyć, zaszokować, zapaść głębiej w pamięć. Nie jest też do końca tak, że Kristen przez cały album śpiewa jak lalka Barbie. Gdzieś tam zawyje, gdzieś jest bardziej nostalgicznie, tu znowu próbuje być zadziorna. Jednak do Szanownej Pani Mosley jeszcze jej daleko. Nie twierdzę, w żadnym wypadku, że May nie potrafi śpiewać, jeśli jednak ktoś kojarzy Flyleaf z drapieżnością poprzedniej wokalistki, może mieć problem z przyzwyczajeniem się do nowego głosu. Wokal wokalem, ale kawał roboty odwalają też muzycy. Gatunkowo jest to niby rock alternatywny, ale w graniu Flyleaf nie brakuje brudu, ciężaru, siarczystych solówek i dobrych metalowych riffów. Do tego fenomenalna zmiana temp. Jest i spokojnie i łagodnie oraz alternatywnie. Jest też mocno, rockowo i ciężko. Warto poznać to wydawnictwo chociażby dla samego instrumentarium.

Jeżeli chodzi o pozycje dodatkowe, demo odbiega od płytowego aranżu. Brzmienie jest zdecydowanie mocniejsze. Jest bardziej metalowo. Wokal też tak bardzo nie przeszkadza, nie słodzi. Utwór odbiega od profilu płyty. Generalnie na plus. Dalej "City Kids" - koncertowa wersja utworu zaproponowanego na płycie. Live brzmi lepiej. Lekko nostalgiczna aranżacja, na końcu zmiana tempa - eksplozja wręcz - podobnie jak w wersji studyjnej. Podobnie a jednak ta pozycja brzmi lepiej. Dwa dołożone do albumu bonusy są w porządku, ale szczególnie nie porywają i zlewają się z resztą materiału.

"Between The Stars" poleciłabym na wakacje, jako umilacz przy urlopowaniu. Fanom dobrego, ale niezbyt ciężkiego grania. Młodszej siostrze, mamie, cioci, szalonym licealistkom. To po prostu amerykański high school’owy pop-rock.

Milena Barysz