Kup Magazyn Gitarzysta

Moonland - Moonland feat. Lenna Kuurmaa

Moonland

Wykonawca:

Moonland feat. Lenna Kuurmaa

Gatunek:

Pop rock

2 /10

Jeśli lubicie niewymagającego melodyjnego rocka to istnieje cień szansy, że polubicie też album projektu Moonland.

Materiał zarejestrowany z estońską wokalistką znaną z grupy Vanilla Ninja Lenną Kuurmaa to zestaw dwunastu piosenek o niewielkiej sile rażenia pod względem instrumentalnym i wokalnym. Główny kompozytor utworów Moonland Alessandro Del Vecchio zaproponował słuchaczom lekkie, na ogół pozbawione błysku i schematyczne numery, które z powodzeniem mogłyby ozdobić dyskotekę szkolną lub lokalny festyn. Krążek jest zdecydowanie adresowany do odbiorców wyłącznie podskakujących pod muzykę rockową. Fanów kolorowych melodii albo popu wchodzącego w mezalians z rockiem. To album banalny, naiwny i nudny. Ponadto dalece różny od twórczości choćby wspominanej Vanilla Ninja.

Mimo wszystko na krążku zdarzyło się kilka niezłych zagrywek instrumentalnych (choćby solówki gitarowe w utworach "Heaven is To Be Close To You" albo "Out Of Reach"), ale to nieco za mało, aby mówić o udanej produkcji. Tym bardziej, że Lenna Kuurmaa od strony wokalnej również nie zaprezentowała niczego olśniewającego, niejako wpisując się w konwencję gwiazdeczki muzyki popularnej jednego sezonu. To utalentowana wokalistka, ale jedynym utworem, w którym polubiłem ją w Moonland była ballada "Live and Let Go", a więc kompozycja o potencjale serialowym, coś do napisów końcowych telewizyjnego romansu. Pozostałe numery Moonland zdecydowanie nie służą przyszłości estońskiej wokalistki, która wielokrotnie w ramach Vanilla Ninja pokazała moc swojego głosu. W sumie zawiódł pomysł instrumentalny na tę płytę, co pociągnęło za sobą również wokale.

Interesujące, że w końcowej części krążka, Del Vecchio i jego kompani - gitarzyści Francesco Marra i Bruce Gaitsch, basistka Anna Portalupi i perkusista Alessandro Polifrone - zdołali mocniej przycisnąć po instrumentach i tymczasowo uwolnić się od mdłego klimatu. Świadczą o tym choćby utwory "Heart Made Of Steel" i "Look At Us Now" o dość solidnym rockowym brzmieniu w połączeniu ze zwiewną melodyjnością. Niewielki potencjał Moonland nie jest jednak w stanie rywalizować z ogólnym wrażeniem wynikającym z odsłuchu tego materiału. Płyty, gdzie oprócz prostych melodyjek i mało przekonującego pop rocka znalazły się także wpływy muzyki elektronicznej i glam rocka na poziomie, który możecie sobie sami wyobrazić.

Nie wiem jaki jest sens produkowania tego typu krążków. Być może, jak wspomniałem we wstępie, chodziło o zaspokojenie potrzeb fanów niewymagającego rocka melodyjnego. W każdym razie ja projektowi Moonland mówię: nigdy więcej.

Konrad Sebastian Morawski