Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The After-Effect

The After-Effect - Osada Vida

The After-Effect

Wykonawca:

Osada Vida

7 /10

Myślę, że głębsza myśl tkwi w tytule nowego - piątego już - długogrającego krążka panów z Osady Vida. "Konsekwencje" albo "Następstwa", taka nazwa idealnie odzwierciedla to co działo się z zespołem na przestrzeni ostatnich lat.

Spokojnie można już mówić o dwóch etapach działalności grupy, z czego podsumowaniem pierwszego był koncertowy "Where The Devils Live" (2011), niejako abstrakt twórczości Osady z lat 2006-2009 i trzech długogrający, znakomitych, ale i ciężkich w odbiorze płyt. Drugi etap zaczyna się wraz z pojawieniem się w składzie wokalisty Marka Majewskiego (wcześniej związanego m.in. z progresywnym Acute Mind). Powstaje znakomicie przyjęta zarówno przez krytyków jak i słuchaczy płyta "Particles" (2013), zdecydowanie bardziej luzacka, o piosenkowym charakterze, łatwiejsza w odbiorze. Album ożywił Osadę, głównie poprzez napływ nowych słuchaczy zachęconych lżejszym kalibrem kompozycji, ale i przede wszystkim potężną dawką muzycznej bezpretensjonalności. Ową konsekwencją "Particles" staje się - nie bójmy się tego określenia i nie okłamujmy się, że jest inaczej - doskonale słyszalna zmiana stylu względem pierwszego etapu działalności. Z grupy odchodzi znakomity gitarzysta, który stanowił o brzmieniu Osady, Bartek Bereska (zastępuje go Jan Mitoraj) oraz założyciel grupy, perkusista, Adam Podzimski (w jego miejsce przychodzi Marek Romanowski). W takim składzie Osada Vida, zaledwie rok po "Particles", wydaje "The After-Effect".

I już po pierwszym utworze, "King of Isolation", czuć w dźwiękach wiatr przemian. Zespół definitywnie zaprzestał z kunsztownością formy, trudnymi percepcyjnie utworami-kolosami o stylu tak charakterystycznym, że absolutnie nie do pomylenia z nikim innym, i długimi fragmentami stricte instrumentalnymi (które od momentu "Particles" stają się wyłącznie gościnne) przywodzącymi na myśl swojski dla osadowiczów jazz-rock. Współczesna Osada Vida stawia na przebojowość, chwytliwe motywy i piosenkowe kompozycje, które nawet dla progresywnego laika wydadzą się żwawe i wpadające w ucho. Wspomniany "King of Isolation" to reprezentant nurtu piosenkowego progresywnego hard rocka, szczególnie popularnego w latach osiemdziesiątych, ze wskazaniem na takie kapele jak Saga czy Magnum (pamiętacie album "Kingdom of Madness"?). Należy dodać do tego tradycyjnie progresywno metalowe wątki głównie w stylistyce Dream Theater (przecież "I'm Not Afraid" to ballada w guście amerykańskich wirtuozów, a w "Haters" czy "Losing Breath" Majewski operuje manierą charakterystyczną przede wszystkim dla... Jamesa LaBrie). Takich wycieczek do Teatru Marzeń jest zdecydowanie więcej, włączając w to brzmienie gitary Mitoraja podobne do Petrucciego gdzieś z czasów "Metropolis Pt.2". Ów lekki w odbiorze progresywny metal byłby raczej w guście Acute Mind, niż Osady… ot, konsekwencje.

Na szczęście "The After-Effect" niesie ze sobą również tak piękną, rześką i przestrzenną piosenkę jak "Sky Full of Dreams" (absolutnie wspaniale wkomponowana sekcja smyczków!) choć można przyczepić się, że niebezpiecznie bliską twórczości rodzimej grupy Believe (niestety milczącej od czasu reaktywacji legendarnych Collage), czy przywodzący echa wcześniejszego oblicza Osady "Lies" ze świetnymi momentami instrumentalnymi. No i właśnie, Osadowy klimat trzymają głównie w pełni instrumentalne "Still Want to Prevaricate" i "Restive Lull" (choć przyznajmy, że Bereski jakby brak). Ciekawa jest też akustyczna miniaturka spod palców Mitoraja, "Dance With Confidence". Na koniec zespół zostawił "No One Left to Blame", utwór, w którym miesza się Dream Theater (labrieowy refren), Osada nowa (w zwrotkach) ze starą (genialny, instrumentalny środek - zdecydowanie najbardziej brawurowa część płyty!). Często wspominam o fragmentach bez wokalu, trzeba jednak zaznaczyć, że tak jak niegdyś to śpiew był gościem w osadowych kompozycjach, tak teraz drastycznej redukcji uległy popisy instrumentalistów, tyle że jak już panowie sobie pozwalają, to robią to w znakomity sposób (jak zwykle wielkie brawa dla klawiszy Rafała Paluszka). To właśnie owe momenty stanowią o sile "The After-Effect", bowiem linie wokalne są raczej powtarzalne, za bardzo kojarzące się z przywoływanym jak mantra Jamesem LaBrie.

Jakkolwiek "The After-Effect" na poziomie muzycznym może się jak najbardziej podobać, jest to kawał świetnych, lekkich progresywnych piosenek na wysokim poziomie, to nie do końca przekonuje liczbą ech do stylistyki melodyjnego progresywnego metalu w duchu lżejszych utworów ze stajni Dream Theater. Krótko mówiąc, zatraciła się w nowym brzmieniu Osady Vida wyjątkowość tej kapeli. Osobiście przy słuchaniu "Konsekwencji" nie czułem, że obcuję z czymś niepowtarzalnym i osobliwym, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu - zamiast tego bombardowały mnie melodyjne i brzmieniowe aluzje, przeszkadzające w odbiorze całości. Ewolucja to pojęcie niezwykle ważne dla każdego artysty, Osada w swych poszukiwaniach obrała taką a nie inną drogę, należy to uszanować bez względu na to czy owa droga wydaje się słuszna czy też wręcz przeciwnie - publiczność zresztą już wybrała, od momentu "Particles" zespół rodem z Piekar Śląskich święci triumfy, a starzy fani chyba jednak przyklasnęli nowemu obliczu Osady, zaakceptowali je bez większych zastrzeżeń. Co zaś będzie z grupą dalej? Czas pokaże.

Grzegorz Bryk