Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Aggressive Measures / Afterburner

Aggressive Measures / Afterburner - Sinister

Aggressive Measures / Afterburner

Wykonawca:

Sinister

Gatunek:

Death metal

7 /10

Choć Sinister funkcjonuje na europejskiej deathmetalowej scenie od ponad ćwierćwiecza i ma na koncie 11 albumów, wydaje się dziś trochę zapomniany. Dzięki wznowieniom wydanym przez Metal Mind można nieco sobie odświeżyć starszą twórczość tej holenderskiej ekipy.

Trudno rozstrzygnąć, dlaczego w formie digipacków na nowo ukazały się akurat czwarty ("Aggressive Measures") i siódmy ("Afterburner") album Sinister, ale z drugiej strony dobrze obrazują one różne etapy funkcjonowania zespołu, jak też sygnalizują wydarzenia przełomowe w jego historii. Holenderska deathmetalowa scena, której czołowym przedstawicielem byli/są bohaterowie tejże recenzji, była swego czasu nie tylko bardzo silna, ale też wyraźnie różniła się zarówno muzycznie, jak i brzmieniowo, od tego, co oferowali wówczas chociażby Szwedzi. Sinister zawsze, przynajmniej na mojej liście, znajdował się jednak w drugim szeregu, za tuzami z Kraju Tulipanów w rodzaju Asphyx, Gorefest czy Pestilence. Działo się tak z prostego powodu - zespół konsekwentnie stawiał na bezkompromisową brutalność, wyraźnie wzorowaną na bardziej technicznym graniu zza Oceanu. Nie zawsze jednak udawało mu się wykrzesać z siebie choć odrobinę polotu.

Doskonale obrazuje to album "Aggressive Measures" z 1998 r., który nosił znamiona wyraźnego wyczerpywania się muzycznej formuły Sinister. Po premierze zapamiętałem ten krążek jako jeden z wzorcowych przykładów skrajnie nudnego zasuwania na jedno kopyto i przez lata ani razu do niego nie wróciłem. Szczerze mówiąc, patyna czasu, którą zdążył się pokryć, nie przydała mu wcale szlachetności. Bez owijania w bawełnę, to wciąż bardzo przeciętny, naprawdę mało porywający i ekstremalnie wręcz monotonny materiał, którego mieszcząca się w dwóch kwadransach zawartość przelatuje przez uszy i za cholerę nie potrafi zagościć w pamięci na dłużej. Wciąż, po tylu latach "Aggressive Measures" zwyczajnie mi nie leży i ten stan chyba już nigdy nie ulegnie zmianie.

"Aggressive Measures" zwiastował jednak zmiany. Po jego wydaniu zespół opuścił wokalista Eric de Windt, a jego miejsce zajęła Rachel Van Mastrigt-Heyzer, w tamtym czasie jedna z nielicznych wokalistek operujących tak brutalnym growlingiem. I choć przy Rachel, Angela Gossow, która mniej więcej w tym samym czasie dołączyła do Arch Enemy, to grzeczna harcerka, skład ten nie chwycił do końca pośród fanów formacji. Całkiem szowinistycznie oberwało się przede wszystkim dzielnej frontwoman, ale szkopuł tkwił nie tyle w jej umiejętnościach, co w postępującej tendencji spadkowej całej kapeli, z powodu której nagrane z nią albumy "Creative Killings" i "Savage or Grace" słusznie uchodzą (i takie jest też moje zdanie) za najgorsze albumy w dyskografii Sinister. W końcu, zmęczeni walką z oporną materią, Holendrzy zdecydowali się na słuszny krok i w 2003 roku rozwiązali zespół.  

Słodka emerytura pod palmami nie była jednak pisana Sinister, bo już trzy lata później ukazał się powrotny album "Afterburner" wydany w wyraźnie przemeblowanym, trzyosobowym składzie. Oczywiście dla Rachel nie było już w nim miejsca. Jej obowiązki przejął dotychczasowy perkusista Aad Kloosterwaard, który przekazał pałeczki nowemu w ekipie Paulowi Beltmanowi. Alex Paul wziął w opiekę wszystkie instrumenty strunowe i prócz basu, którym zajmował się wcześniej, nagrał również partie gitary. Ważniejsze jednak, że dwa lata oddechu miało na Sinister niebagatelny wpływ. Ku niezadowoleniu miłośników starego oblicza Holendrów, trio wprowadziło do swej gry więcej oddechu, melodii i - wreszcie! - pomysłu. Za cenę delikatnego poluzowania agresji i pewnego przesunięcia akcentów, słuchacze dostali znacznie ciekawszy i urozmaicony krążek, wciąż jednak utrzymany w brutalnej deathmetalowej stylistyce.

Na "Afterburner" słychać niby ten sam zespół, a jednak całkiem inny. Właściwie wszystko brzmi tu lepiej, począwszy od growlingu Aada, znacznie ciekawszego niż monotonia serwowana przez Erica i Rachel, a na świetnych partiach gitary Alexa skończywszy. Wreszcie Holendrzy zrozumieli, że nie chodzi wyłącznie o to, by za wszelką cenę dopaść i zabić słuchacza, a dostarczyć mu konkretnej dawki dobrej muzyki. Takiej, w której obok hałdy deathmetalowego żużlu jest miejsce również na zwolnienie, melodyjną solówkę (i to nie jedną) czy bujający fragment, do którego headbanging nie będzie już kończyć się wstrząsem mózgu. Dziś "Afterburner" wciąż broni się znakomicie, a co więcej zespół na kolejnym albumie "The Silent Howling" kontynuował, z równie udanym skutkiem, obrany kierunek. To już jednak temat na inną opowieść...

Na koniec brawa dla Metal Mindu, że nie zdecydował się dorzucić do wznowień żadnych bonusów. Bonusy bolą mnie bardziej niż drzazga pod paznokciem. Wystawiona ocena dotyczy albumu "Afterburner". "Aggressive Measures" zasłużył sobie najwyżej na połowę skali.     

Szymon Kubicki