Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Celebrating Jon Lord. The Composer

Celebrating Jon Lord. The Composer - Różni Wykonawcy

Celebrating Jon Lord. The Composer

Wykonawca:

Różni Wykonawcy

9 /10

Fundacja The Sunflower Jam została założona w 2006 roku przez Jacky, żonę Iana Paice. Bezpośrednim impulsem, jaki doprowadził do jej powstania była niezwykle wzruszająca wizyta w szpitalu u 16-letniego chorego na białaczkę fana Deep Purple o imieniu Kevin.

Marzeniem młodzieńca było zdobycie autografu kogoś z zespołu. Tym większa była jego radość, kiedy w szpitalnym pokoju pojawili się Jacky i Ian Paice oraz Jon Lord. Niestety Kevin zmarł dwa tygodnie potem, ale radość, jaką na jego twarzy wywołała wizyta muzyków jego ukochanego zespołu zainspirowała Jacky do działania. Jednym ze sposobów zbierania pieniędzy na potrzeby fundacji są koncerty charytatywnych gromadzące sławy rocka. Dotychczas zagrali m.in. Robert Plant, Gary Moore, Joe Bonamassa, John Paul Jones, Brian May, Alice Cooper i wielu innych. W roku 2014 fundacja postanowiła zorganizować koncert specjalny, mający uczcić pamięć zmarłego w lipcu 2012 Jona Lorda.

Jestem pełen szczerego podziwu i wdzięczności dla organizatorów za rozmach tego przedsięwzięcia. Gdyby zorganizowali koncert zespołu Deep Purple z udziałem byłych członków i kilku znanych postaci ze świata rocka, sala The Royal Albert Hall zapewne też wypełniłaby się po brzegi i wszyscy byliby zadowoleni. Jednak oni nie poszli na łatwiznę i nie licząc się z wszelkimi problemami organizacyjnymi zrobili pełen rozmachu koncert, który w sposób bardzo kompleksowy pokazuje różne oblicza nieprzeciętnego muzyka, jakim był Jon Lord. Koncert został podzielony na dwie części. W pierwszej zaprezentowano solowe dzieła Lorda mocno nawiązujące do muzyki klasycznej. W drugiej pokazano Jona jako rockmana.

Jako pierwszy utwór tego wieczora wykonana została uwertura z albumu "Sarabande" zatytułowana "Fantasia". W roli głównej wystąpiła 83 osobowa Orion Orchestra składająca się z młodych instrumentalistów dowodzonych przez Paula Manna. Zabrzmieli całym swoim wielkim majestatem instrumentalnym wspomagani przez tzw. The Sunflower Jam House Band, czyli grupę muzyków na stałe współpracujących z fundacją. Partie instrumentów klawiszowych w tej części koncertu, czyli w zastępstwie i w imieniu Lorda zagrali Wix Wickens (zresztą kierownik zespołu) i Nigel Hopkins. Zaraz potem skok o 30 lat do przodu, bo "Durham Awakes" pochodzi z wydanej w 2007 roku płyty "Durham Concerto". Na scenie pojawili się Kathryn Tickell na dudach i Matthew Barley na wiolonczeli, ci sami muzycy, którzy zagrali również w wersji studyjnej. Nigel Hopkins zagrał na Hammondzie instrumencie nieodmiennie kojarzonym z Jonem Lordem.

W programie koncertu znalazły się również rarytasy, takie jak choćby niepublikowany wcześniej "All Those Years Ago". Zaśpiewał go Steve Balsamo, wieloletni współpracownik Lorda i przy okazji autor tekstu. We wstępie do tego utworu słuchacze są świadkami niezwykle ciekawego orientalizującego w charakterze dialogu skrzypiec (Anna Phoebe) i gitary (Micky Moody). Kompozycja jest niezwykłe liryczna, w zasadzie to głównie wokal i fortepian z dyskretnym akompaniamentem skrzypiec, czasem tylko wspierany przez sekcję smyczkową Orion Orchestra. Jeszcze bardziej lirycznie i nastrojowo robi się, podczas "Pictured Within". Ponownie jesteśmy świadkami wycieczki w przeszłość, bo mamy przyjemność posłuchać Millera Andersona, który zaśpiewał również na oryginalnym wydaniu płyty. Piękne wykonanie, fantastycznie zaśpiewane, pełne melancholii, smutku, ale i emocji powodujących ciary na plecach. Ozdobą utworu jest urzekająco piękne solo na wiolonczeli (Matthew Barley). Pod względem emocjonalnym to chyba najmocniejsza część koncertu.

Wykonanie tytułowej kompozycji z płyty "Sarabande" uświetnił swoją obecnością Rick Wakeman, chociaż prawdę powiedziawszy ledwie słychać jego syntezator. Dla tych wszystkich, którzy byli spragnieni, w końcu rozbrzmiewają dźwięki gitary elektrycznej (Murray Gould). Zespołowi towarzyszy Orion Orchestra, mocno słychać smyczki, czyli mamy group and orchestra. Prawdę powiedziawszy właśnie tego typu stylistyka, czyli połączenie muzyki klasycznej z wyraźnie słyszalną rockową sekcją, najbardziej mi pasuje. Zacna rzecz, zresztą jak cała płyta "Sarabande". "One From The Meadow" z albumu "Beyond The Notes" został zaprezentowany w nieznanej dotychczas wersji, bo ozdobionej orkiestrowym wstępem stworzonym przez Paula Manna na podstawie rękopisów Lorda. Zamiast Sam Brown zaśpiewała Margo Buchanan i jakoś nie przekonuje mnie to "zastępstwo", chyba za bardzo wrył się w moją świadomość oryginał. Kolejna duża porcja melancholii i liryzmu.

Wypełnione muzyka folkową wschodniej Europy "Bourree" z płyty "Sarabande" zagrane zostało z wielkim rozmachem, przepychem i mocą, dając niesamowity zastrzyk energii po tych lirycznych utworach. Każdy koncert symfoniczny powinien zaczynać się uwerturą a kończyć finałem. Tak też jest i w tym przypadku. Zakończenie tej części koncertu stanowi recytacja wiersza "Afterwards" Thomasa Hardy’ego w wykonaniu Jeremy Ironsa. Towarzyszy mu tylko Paul Mann na fortepianie. Wiersz traktuje o tym, jak zostanie zapamiętany po śmierci. Bardzo adekwatne do charakteru koncertu zakończenie.

Mam wrażenie, że to znowu przemyślane działanie organizatora, aby nie prezentować niczego z najbardziej znanej solowej płyty Jona Lorda "Concerto For Group And Orchestra". Chciałbym, aby wysłuchanie tej części koncertu zainspirowało słuchacza do zainteresowania się tą "poważną" działalnością Jona Lorda. Aby znaleźli się tacy słuchacze, którzy sięgną po albumy, z których pochodzą prezentowane tu utwory. Nie chciałbym, aby Jon Lord pozostał w świadomości słuchaczy wyłącznie jako klawiszowiec Deep Purple, bo to uproszczony i bardzo krzywdzący obraz. Doskonale znam solową twórczość Lorda i wiem, że wysłuchanie w całości płyt "Sarabande" czy "Pictured Within" jest w stanie dostarczyć słuchaczowi zupełnie wyjątkowych wrażeń.

Robert Trusiak