Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Brutus Syndrome

Brutus Syndrome - CETI

Brutus Syndrome

Wykonawca:

CETI

Gatunek:

Heavy metal

9 /10

Życie i twórczość legendarnego rockowca po pięćdziesiątce mogą być nie tylko udane, ale mają też szansę konkurować z ową legendą, czego najlepszym przykładem jest Grzegorz Kupczyk. Ceniony wokalista wydał właśnie ze swoją kapelą CETI album "Brutus Syndrome".

Materiał zawiera dziesięć kompozycji, nad którymi oprócz Kupczyka pracowali pozostali członkowie zespołu, czyli Bartek Sadura (gitara), Maria Wietrzykowska (instrumenty klawiszowe), Tomasz Targosz (bas) i Marcin Krystek (perkusja). W ten sposób w porównaniu do ostatniego dużego albumu CETI "Ghost Of The Universe: Behind The Black Curtain" w składzie kapeli zmianie uległa obsada basu, gdzie w miejsce Bartka Urbaniaka zaangażowano Tomasza Targosza. Nie zmienia się za to filozofia formacji. To heavy metal wysokiej klasy.

Celnie w esencjonalność owego gatunku wpisują się takie numery, jak singlowy "Wizards Of The Modern World" o klasycznym maiden’owskim zacięciu, a także zadziorne strzały "Fight To Kill", "The Evil and The Troy" albo "Son of Brutus". Kawałki te mogłyby z powodzeniem promować "Brutus Syndrome" jako wizytówkę soczystego grania o walorze hard n’ heavy z akcentami melodyjnymi. Na tej płaszczyźnie kapela nie obawia się czerpać wzorców od najlepszych, ale jednocześnie pielęgnuje styl, który wyróżnia ją spośród innych przedstawicieli gatunku. To niewiarygodne, że doświadczeni i zrutyniali muzycy odnaleźli jeszcze w sobie tyle naturalnej dzikości, aby zarejestrować dzieło, które prawdopodobnie stanie się jednym z najmocniejszych punktów w dyskografii CETI.

Nowy krążek zawiera też kompozycje o wiele mniej dosadne. "Brutus Syndrome" oferuje kilka zakręconych pomysłów, które pozwalają wierzyć nie tylko w wysoką jakość polskiego heavy metalu, ale też w jego niebanalność. Świetnie z tej roli wywiązuje się "Devil Made Me Do It" o zaraźliwym klimacie wijącym się wokół gitary niczym jadowity wąż, a także utwór sięgający ducha starych czasów, jeszcze zanim na świecie wybuchł nurt NWOBHM, czyli nonszalancki "The Song Will Remain". Znakomite wrażenie wywołuje też "Second Sin" o charakterystycznym akustycznym intro złamanym na konwencji hard n’ heavy. Natomiast finał albumu zaprezentowany w "Run To Nowhere" zdradza dość mroczne, fragmentami nawet quasi operowe oblicze CETI, co można zawdzięczać w głównej mierze partiom klawiszowym Marii Wietrzykowskiej.

Materiał brzmi spójnie pod względem instrumentalnym i wokalnym, ale warto zwrócić uwagę, że na "Brutus Syndrome" szczególnie dobrze prezentuje się sekcja gitarowa. Szeroki wachlarz zagrywek, riffów i solówek Bartka Sadury gwarantuje dobrą heavymetalową jazdę, ale nie tylko. Próbkę ponadprzeciętnych umiejętności gitarzysta zaprezentował choćby we wspominanym "The Evil and The Troy". Trzeba też od razu powiedzieć, że zmiana basu zadziałała na CETI odświeżająco. Otóż na "Brutus Syndrome" Tomasz Targosz nie pełni roli statysty albo aktora drugoplanowego - jego partie basowe niekiedy wręcz wpisują się do otwartego dialogu z gitarami Bartka Sadury, o czym świadczy choćby "Second Sin". Ostrą, a zarazem staranną sekcję instrumentalną uzupełniają prężne partie perkusji popularnego Mucka, zaś nieco mniejsze znaczenie na tym materiale miały partie klawiszowe Marii Wietrzykowskiej. Poza dyskusją pozostaje forma wokalna Grzegorza Kupczyka. To wszak przykład twórcy, który w historii muzyki nie został uwięziony w jednej roli. Wokale zaprezentowane na "Brutus Syndrome" przez tego narratora pewnego pokolenia ludzi wypada określić jako zachwycające.

Całość materiału składa się więc na wytrawny efekt, który nie stroni od nowoczesności, ale też sięga do patentów tradycyjnego metalu. Zresztą dochowaniu tradycji gatunku służy również umieszczenie ballady na płycie. Tę rolę spełnia oparty na akustyku  "Somethin’ More" o wspaniałym tekście, który mógłby stanowić katharsis dla niezbyt rozbudowanego polskojęzycznego metalu. W sumie z punktu widzenia polskiego fana - nie tylko w odniesieniu do pięknego "Somethin’ More" -  jedynym problemem "Brutus Syndrome", jak również kilku ostatnich nagrań zespołu, pozostaje fakt, że kapela konsekwentnie pozostaje na kursie anglojęzycznym. Nie obniża to w żadnej mierze wartości płyty, ale może stanowić wyraz tęsknoty za heavy metalem napisanym słowami w kolorze białym i czerwonym. Fajnie byłoby usłyszeć ten materiał po polsku!

Podsumowując, "Brutus Syndrome" dowodzi, że zarówno Grzegorz Kupczyk, jak również pozostali muzycy CETI znajdują się w formie pozwalającej na odważne stąpanie po kanonach heavy metalu. Najnowsze dzieło kapeli stanowi pozycję obowiązkową dla wszystkich fanów tego gatunku.

Konrad Sebastian Morawski