Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Subconscious Terror / The Grand Leveller

Subconscious Terror / The Grand Leveller - Benediction

Subconscious Terror / The Grand Leveller

Wykonawca:

Benediction

Gatunek:

Death metal

10 /10

Metal Mind kontynuuje wznawianie części katalogu Nuclear Blast. Tym razem do sklepów trafiła cała dyskografia Brytyjczyków z Benediction.

Kilka lat temu Nuclear Blast wznowił dwa pierwsze albumy Benediction "Subconscious Terror" i "The Grand Leveller" w postaci jednego, dwupłytowego wydawnictwa. Właśnie ta edycja stała się podstawą dla wznowienia Metal Mindu, który dorzucił do obydwu krążków bonusy i opakował je we wspólny trójpanelowy digipack z dwoma trayami i jedną symboliczną książeczką. Symboliczną, bo liczącą sobie ledwie cztery strony. Zgodnie z informacją podaną wewnątrz, pełny booklet można sobie ściągnąć z odpowiedniej podstrony Nuclear Blast. Cóż z tego, skoro podana strona dziś jest już nieaktywna. Ech. Zdecydowanie nie jestem fanem tego wydania (ocena dotyczy wyłącznie zawartości muzycznej), ale w tym przypadku obydwa albumy łączy przynajmniej stylistyczna spójność.

Benediction powstał w 1989 roku, a zatem nieco później niż kilka kluczowych brytyjskich ekip, jak Napalm Death, Carcass czy Bolt Thrower, które przechwycił do swego katalogu doskonale przewidujący koniunkturę na podobne granie Digby Pearson z Earache. Przełom lat '80 i '90 to już czas, gdy death metal zaczął wkraczać na salony i kto żyw rzucił się do wyścigu o kontrakty z obiecującymi młodymi, śmiertelnie gniewnymi hordami. Wystarczyła zatem pierwsza demówka, by do drzwi zespołowej kanciapy w Birmingham zapukał przedstawiciel powstałej zaledwie dwa lata wcześniej wytwórni Nuclear Blast i zaoferował cyrograf.

Tym sposobem Markus Staiger odkroił sobie kawałek brytyjskiego deathmetalowego tortu, a Benediction znalazł dom na lata, bo - w przeciwieństwie do wymienionych wcześniej kolegów po fachu - wciąż związany jest ze swoim pierwotnym labelem. Formacja kuła więc żelazo póki gorące. W 1990 roku ukazuje się debiutancki "Subconscious Terror", a rok później jego następca "The Grand Leveller". O Benediction robi się w metalowym światku głośno, płyty trafiają tu i tam, również do Polski, gdzie w postaci pirackich kaset firmy MG kupuje je młody i gniewny niżej podpisany. I zachwycony, z miejsca akceptuje podejście do death metalu, jakie zaprezentował zespół.

Już pierwsze dźwięki "Subconscious Terror" nie pozostawiają wątpliwości, że Benediction zasadniczo nie zamierza się spieszyć, utrzymując raczej średnie, a często nawet dość powolne tempa z okazjonalnymi galopadami, ani tym bardziej stawiać na technikę, rezygnując ze zbędnych ozdobników i solówek. Zamiast nadmiernej agresji, kwartet stawiał na obskurny klimat i specyficzny groove, nadający jego kawałkom sporej chwytliwości, którego kwintesencją były choćby trzeci na płycie, zapadający w pamięć "Artefacted Irreligion", czy zamykające materiał "Divine Ultimatum" i "Spit Forth the Dead". Warto pamiętać, że działo się to w czasie, gdy uważani za drugich (albo pierwszych, w zależności od preferencji) brytyjscy operatorzy deathmetalowego walca z Bolt Thrower woleli jeszcze znacznie szybsze tempa. Wisienką na torcie jest świetny growling Marka "Barney'a" Greenway'a. Tak, tego Greenway'a, który do Napalm Death miał przenieść się jednak dopiero za chwilę, a na razie, mniej więcej w tym samym czasie, rejestrował partie wokalne na trzeci album napalmowej ekipy "Harmony Corruption" (przy okazji, polecam posłuchać obydwu płyt jedna po drugiej).

W sekcji bonusowej pierwszego krążka znalazł się demówkowo brzmiący kawałek "Confess All Goodness" ze splitu z Pungent Stench z 1990 roku oraz Epka "Dark Is the Season" w całości. Do dziś pamiętam, jak dawno temu kupiłem ją na pirackiej kasecie w zwykłym sklepie z pamiątkami w Szklarskiej Porębie, gdzie leżała na wystawie! To były czasy. "Dark Is the Season" to bardzo dobry materiał, który jednak został nagrany z Dave Ingramem za mikrofonem i który ukazał się w 1992 roku, już po wydaniu "The Grand Leveller". Dlatego też kawałki te, zwłaszcza doskonale zinterpretowany cover Anvil "Forged in Fire" i utwór tytułowy, wykorzystujący między innymi akustyczne gitary nie do końca pasują do znacznie bardziej surowego "Subconscious Terror". Tak to często bywa z bonusami. Zamykający Epkę "Experimental Stage", czyli nowa wersja kompozycji z "Subconscious Terror" dobrze za to dowodzi, jak w ciągu niemal trzech lat zmieniło się brzmienie zespołu.

A można było to wyraźnie zaobserwować na wydanym w 1991 roku "The Grand Leveller". Druga płyta Brytyjczyków była już wyraźnym krokiem naprzód i pokazywała, że Benediction nie tylko dobrze okopał się w wypracowanym stylu, ale też wprowadził do niego trochę nowych elementów i melodyki. Nowy wokalista Dave Ingram świetnie wpasował się w ekipę, która również słyszalnie lepiej czuła się ze swoimi instrumentami, co dotyczyło przede wszystkim perkusisty Iana Treacy. Do dziś uważam, że "The Grand Leveller" to absolutna esencja Benediction i choć później formacja brzmiała lepiej i grała jeszcze sprawniej (doskonały "Transcend the Rubicon") nigdy nie odtworzyła już tego charakterystycznego, grobowego i oldschoolowego klimatu. Prawdziwy majstersztyk. Rolę bonusów pełnią tu tytułowe utwory pochodzące z Epki z 1994 roku "The Grotesque / Ashen Epitaph". Trzy kawałki w wersji koncertowej, które pierwotnie uzupełniały epkę, na recenzowanym krążku już się nie zmieściły.

Te przydługie wywody zakończę komunałem. "Subconscious Terror" i "The Grand Leveller" to po prostu biblia death metalu. Albumy, których znajomość powinna być obowiązkowa, choć nie mam pewności, czy współczesnym młodym adeptom metalu, przyzwyczajonym do technicznych wygibasów muzyków oraz krystalicznego i zbyt często nadmiernie plastikowego brzmienia albumów takie granie miałoby w ogóle szansę przypaść do gustu. No chyba, że miłośnikom retro. W końcu dwa pierwsze krążki Benediction to wręcz personifikacja oldschoola, nawet jeśli nikt wówczas takiego terminu nie używał. 100 procent klasyki.

Szymon Kubicki