Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / When Death Comes

When Death Comes - Aphonic Threnody

When Death Comes

Wykonawca:

Aphonic Threnody

8 /10

Żałoba, posępność, ociężałość i pomroka. Esencjonalny portret funeral doom metalu. Czy jest w tym potencjał, by doprowadzić słuchacza do odczuć nawet euforycznych? Najwyraźniej.

Chłopaki z Aphonic Threnody sami opisują siebie jako zespół nieprzeciętny i unikalny. Tłumaczą to kompletną mieszanką narodowościową wewnątrz grupy, co ma czynić ich muzykę złożoną i wielotorową. Taką autoreklamą skutecznie zawyżają sobie poprzeczkę oczekiwań odbiorcy. Ambitne to posunięcie, nieco ryzykowne, ale pewność siebie w tym rzemiośle przeważnie popłaca. Tak jest i w tym przypadku.

"When Death Comes" to pierwszy w karierze grupy długogrający album studyjny. Na płycie znalazł się zestaw długich (każdy utwór ma powyżej 10 minut), atmosferycznych, cmentarnych kreacji. Karawaniarska podróż rozpoczyna się wolnym tempem potężnych, a jednak melodyjnych gitar. Growl Roberto Mura w "The Ghost’s Song" przeplata się z brzmiącym jak męski chór kościelny, harmonicznym wokalem. Utwór składa się z dwóch równych części, które oddziela od siebie kilkusekundowe, spokojne i miękkie uderzanie w struny, po chwili przechodzące w agresywne riffy z pogrzebowo kojarzącym się syntezatorem w tle.

Mocny punkt krążka stanowi najdłuższy, bo prawie 18-minutowy "Death Obsession". Kawałek ospale roztacza atmosferę melancholii, kreśloną pianinem i bardzo powłóczystą wiolonczelą. Nisko nastrojone gitary i cienki dźwięk syntezatorów wprowadzają słuchacza w nieunikniony werterowski stan, a jednocześnie sprawiają, że człowiek błogo poddaje się powolnemu rytmowi, z czasem tylko przyspieszającymi bębnami. Cały otwór obleka ton ceremonii pogrzebowej, smętnej i tragicznej, ale osobliwie eleganckiej i podniosłej.

Podobny klimat towarzyszy całej płycie. Na wyróżnienie zasługuje jednak "The Children’s Sleep". Utwór zdaje się być żałosnym krzykiem zagubionych dzieci do ojca, co tak naprawdę symbolizować może stosunek ludzkości do dzisiejszego świata. Rozpoczyna się delikatnie, wręcz sielankowo, przywodząc na myśl dziecięcą kołysankę, którą sugeruje już sam tytuł. Dalej, oprócz tradycyjnie już wzruszających i cierpkich gitar, mamy nieco przyspieszone tempo i lekko odmieniony, zachrypnięty wokal. Na zakończenie kawałka muzycy zaserwowali nam nieco leniwej akustyki.

"Our Way to the Ground" to ostatni utwór na płycie i zgodnie z tytułem, wbija w podłogę, choć konwencją ani trochę nie różni się od swoich poprzedników. Stylistycznie może przypominać wczesną twórczość Anathemy i My Dying Bride. Najpierw ciche klawisze, potem nieoszczędne uderzanie w struny, które ostatecznie dopieszcza sugestywny dźwięk łopaty wbijanej w ziemię.

"When Death Comes" to ponad godzinna wędrówka brzmieniowa, uparcie zgłębiającą kuriozum śmierci. Estetyczna, kunsztowna, a zarazem niepokojąca i złowróżbna. Muzykom z Aphonic Threnody udało się odnaleźć balans między depresyjną atmosferą, a zwyczajnym pięknem. Nie ma tu może gradu innowacji, ale to instrumentalne mistrzostwo. Kapela wtargnęła na metalowy grunt z prawdziwym impetem i prawdopodobnie dobrze się w nim zakorzeni.

Sonia Stępień