Kup Magazyn Gitarzysta

Brak CD - Speculum

Brak CD

Wykonawca:

Speculum

Gatunek:

Hard rock

5 /10

Albo jestem cholernie smutnym człowiekiem, albo dowcip polskich kapel jest na tyle ciężki, że nieprzyswajalny dla prostego chłopaka rodem z małej miejscowości.

Bracia Figo Fagot, El Doopa, Cremaster - członkowie tych kapel znaleźli się w składzie jedynej w swoim rodzaju supergrupy - Speculum. Szczerze mówiąc ani trochę nie zdziwiłem się, gdy to towarzystwo postanowiło połączyć siły i nagrać wspólną płytę, zatytułowaną oryginalnie "Brak CD". W końcu od dawna jedzą chleb z tego samego pieca.

Nie jest to bynajmniej jakieś tam pitu-pitu na pół gwizdka, godzinna wizyta w garażu u szwagra, zakończona libacją i nagraniem płyty. Już od momentu dostania płyty do ręki widzę, że panowie się postarali. Oryginalna i - z braku lepszych określeń - staranna szata graficzna (pomijam kwestie obrazoburcze, dość tanie) robi wrażenie.

Trochę gorzej z muzyką - owszem, wszystkie kawałki brzmią znakomicie, z wykopem. Grzmocą po uszach gitarowym obuchem i intensywnie pracującą sekcją rytmiczną. Sęk w tym, że kompozycyjnie nie ma czym się podniecać. Wszystkie riffy między Bałtykiem a Tatrami podano już miliony razy. Znajdziesz je u Frontside, u Luxtorpedy i wielu, wielu innych kapel zorbitowanych na ciężkie, gitarowe granie. Owszem, można potraktować taką stylistykę jako zaskakującą w odniesieniu do tych muzyków, jednak to za mało, by się nią podniecić.

"Brak CD" nie jest zbytnio lotne także jeśli chodzi o poziom wokalny. Dość powiedzieć, że najlepiej wykonanym fragmentem jest rap w "Święconce". Pseudo-growle w "Troglodytorze" sprawiają, że bolą mnie zęby, punkowe śpiewo-gadanie w "Tornado z lawy" także. Nawet Piotr Połać, człowiek, który w Braciach Figo Fagot dał się poznać jako nawet utalentowany wokalista, w tutejszej stylistyce zupełnie się nie odnajduje.

No i wreszcie teksty. Wiecie, ja nie mam nic do ludzi śmiejących się z religii, wyznawania tradycyjnych wartości i uważania wschodu Polski za mniej oświecony (by nie powiedzieć głupszy). W końcu każdy może śpiewać o czym chce, punktując przywary, które go drażnią. Sęk w tym, że smarowanie użyte w "Polsce B", "Święconce" czy "Żydritual" reprezentuje dość niskie loty. Ja wiem, taka stylistyka, taki flow, o to chodzi, by nie wbijać się na wyżyny artyzmu. Że ma być śmiesznie i estetycznie. Jednak mnie kąciki ust nie unoszą się ku górze ani przez chwilę…

A że umieją, panowie pokazują choćby w deathowym "Santo Speculo", bezsprzecznie najlepszy numer na płycie, z dobrym, soczystym riffem, opętańczymi wrzaskami i okiem przymrużonym w sposób nieoczywisty. Podoba mi się też kawałek "ZTM", gdyż po pierwsze - opowiada o komunikacyjnym problemie każdego z nas (nawet Częstochowa w rymach tu nie przeszkadza), po drugie - szarpie za flaki basowym groove.

Jednak te dwa numery zupełnie nie wpływają na odbiór krążka Speculum, który po kilku obowiązkowych obrotach w moim czytniku zdołał sprawić, że tylko wzruszyłem ramionami. Trochę mało jak na supergrupę.

Jurek Gibadło