Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Organised Chaos / Killing Music

Organised Chaos / Killing Music - Benediction

Organised Chaos / Killing Music

Wykonawca:

Benediction

Gatunek:

Death metal

7 /10

"Organised Chaos" i "Killing Music" zamykają dyskografię Benediction i jednocześnie listę wznowionych przez Metal Mind albumów brytyjskiej formacji.

Polska wytwórnia odświeżyła cały długogrający katalog Benediction. Przyjrzałem się już pięciu wcześniejszym albumom zespołu (Subconscious Terror / The Grand Leveller oraz Transcend the Rubicon / The Dreams You Dread / Grind Bastard), teraz więc nadszedł czas na domknięcie dyskografii płytami "Organised Chaos" i "Killing Music", które, podobnie jak pozostałe krążki, zostały ponownie wydane w postaci digipacków.

Po trasie promującej "Grind Bastard" Benediction opuścił wokalista Dave Ingram, a jego miejsce zajął Dave Hunt rozkręcający właśnie swój zespół Anaal Nathrakh, którego debiutancki album ujrzał światło dzienne miesiąc po premierze "Organised Chaos", w październiku 2001 r. Szósty album Brytyjczyków, ponownie wyprodukowany przez Andy'ego Sneapa, zasadniczo kontynuuje kierunek obrany na "Grind Bastard", ale tym razem z mniejszym polotem i powerem. To w gruncie rzeczy bardzo przyzwoity, choć znów zbyt długi krążek, a Hunt gładko zaaklimatyzował się w nowej ekipie. Tej płyty dobrze się słucha i dobrze się do niej wraca po latach, ale niestety nie wytrzymuje ona porównania z wcześniejszymi materiałami Benediction, z wyjątkiem zdecydowanie słabszego "The Dreams You Dread".

Przede wszystkim, zabrakło tu mocniejszego i szybszego uderzenia, które dałoby albumowi odpowiedniego kopa, tak jak miało to miejsce na "Grind Bastard". Takie kawałki jak "Don't Look in the Mirror" to jednak trochę za mało, by zrównoważyć dominujące na płycie monotonne mielenie, a dwuminutowy, najszybszy na krążku "Charon" nie oferuje niczego interesującego. Niby owo mielenie zostało skonstruowane zgodnie z klasyczną recepturą Benediction, a zespół wciąż brzmi unikalnie i charakterystycznie, ale świeżość i energia "Grind Bastard" tym razem gdzieś się zapodziały.

Tak czy owak, "Organised Chaos" ma sporo do zaoferowania i daleki jestem od całkowitej krytyki tego albumu. Choćby "I Am the Disease" ponownie dowodzi, że zespół dobrze czuje się w nieco dłuższych formach, a akustyczne fragmenty w "Easy Way to Die" zagrały nad wyraz zgrabnie wspólnie z motorycznym groove całego utworu. "The Temple of Set" dobrze przywołuje hardcore'owo-punkowe undergroundowe dziedzictwo ciężkiej muzyki na Wyspach Brytyjskich, podobnie jak jeden z najlepszych na krążku "Suffering Feeds Me". Wyraźnym zgrzytem jest natomiast "Diary of a Killer", w którym Hunt prezentuje nieco dziwny 'mówiony' śpiew w stylu Zaka Tella z Clawfinger (choć znacznie wolniejszy), nie wspominając o zaskakującym chóralnym refrenie na kilometr zajeżdżającym Panterą. W kontekście twórczości Benediction to jednak nieporozumienie.                    

Ostatni jak na razie album Benediction pt. "Killing Music" ukazał się siedem lat po poprzednim materiale, w 2008 r. Ten czas zespół postanowił wykorzystać na zmianę brzmienia i podejścia do komponowania, co - moim zdaniem - nie do końca zdało egzamin. Albo inaczej, nie do końca zdało egzamin jako album Benediction, bowiem "Killing Music" to po prostu zupełnie inna gatunkowa szuflada. Już w chwili premiery żywiłem wobec tej płyty ambiwalentne uczucia, które wywołała przede wszystkim bardzo kiepska prezencja zespołu na żywo, z Huntem za mikrofonem (a to już niewybaczalne). Dziś tamte odczucia podzielam już tylko częściowo i czerpię z albumu znacznie więcej satysfakcji. Na pewno w odbiorze "Killing Music" pomaga odrzucenie już na samym początku wszelkich oczekiwań wypracowanych na podstawie wcześniejszych materiałów Brytyjczyków. Po takim resecie, akceptacja tej płyty przyjdzie znacznie łatwiej, ba, może nawet okazać się, że ma ona swoje niezaprzeczalne atuty.  

"Killing Music" to bez dwóch zdań najszybsza i najbrutalniejsza płyta w dyskografii Benediction, na której formacja po raz pierwszy od czasów "The Grand Leveller" zeszła poniżej 40 minut. W końcu trudno ganić metalowy zespół za to, że na stare lata postanowił grać intensywniejsze i bardziej mordercze dźwięki, tym bardziej, że zazwyczaj dzieje się odwrotnie. O starszych czasach przypomina przede wszystkim np. "Immaculate Facade", ale reszta utworów to mocne, punkowo-metalowe strzały, okraszone zdecydowanie brudniejszą i bardziej surową produkcją, o którą postarał się - uwaga - Mick Kenney, czyli druga połowa duetu Anaal Nathrakh. Zaskoczeni?

Wysunięty na pierwszy plan wokal Hunta brzmi zupełnie inaczej i cechuje się agresywną, niemal blackową manierą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że przed "Organised Chaos" Hunt przyszedł do zespołu na gotowe i dostał asekuranckie polecenie 'krzycz jak Ingram'. Krzyczał więc jak potrafił, a reszta kumpli z ekipy za wszelką cenę postanowiła powtórzyć efekt "Grind Bastard", co zakończyło się materiałem do bólu konwencjonalnym. Być może kilka lat później to Hunt powiedział do starszych kolegów 'dołóżmy do Benediction brutalność i surowość Anaal Nathrakh'. I tak się stało, dzięki czemu powstał "Killing Music", album którego warto posłuchać, pozostając wolnym od wszelkich uprzedzeń.

Czy "Killing Music" na stałe wyznaczył nową ścieżkę w twórczości Benediction? Czas pokaże, na razie zespół milczy już szósty rok i nie zdradza szczegółów na temat ewentualnego nowego albumu. Póki co fanom pozostają więc starsze krążki Brytyjczyków, a przecież jest z czego wybierać.

Szymon Kubicki