Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / From The Very Depths

From The Very Depths - Venom

From The Very Depths

Wykonawca:

Venom

8 /10

Niemal cztery lata po premierze dość dobrze przyjętego "Fallen Angels", Cronos i spółka powracają z nowymi kompozycjami po raz kolejny wydanymi w barwach Spinefarm Records.

Według lidera kapeli czternasta płyta w karierze ma podobno pokazać "…niepowstrzymaną siłę czystego black metalu".

Zapewne Dead przewraca się w grobie zastanawiając się, w jaki sposób jego ukochany "czarny metal" może znaleźć się w twórczości tej brytyjskiej kapeli. Oczywiście, każdy zaznajomiony z twórczością Venom chociaż w najmniejszym stopniu wie, że istniejący od trzydziestu sześciu lat zespół prezentuje zupełnie inną odmianę tego grania. Można to usłyszeć już w pierwszych kawałkach, jak tytułowy "From The Very Depths" oraz "The Death of Rock N Roll". Jest tu trochę thrashu opartego na blackowych riffach, które niestety znikają z pamięci tak szybko jak się tam pojawiły. Trudno wyczuć tu jakąkolwiek pasję, będącą tak naprawdę siłą napędową zespołu od ponad trzech dekad.

Sprawa ma się zupełnie inaczej w kolejnych kilku kompozycjach. Oparty na groove’owym riffie "Smoke" kojarzy się bardziej z dorobkiem Hellyeah czy wczesnego DevilDriver niż przedstawicieli mrocznego grania z Mayhem na czele. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że panowie z taką łatwości odnajdą się w klimacie, który w momencie ich największych dokonań praktycznie jeszcze nie istniał. Podobnie sprawa ma się z "Temptation" oraz "Crucified", z tą różnicą, iż pierwszy zdecydowanie skłania się ku scenie death metalowej, a drugi, poza kilkoma drobnymi szczegółami, to delikatnie zmodyfikowany przedstawiciel tak zwanego alternatywnego metalu. Jeżeli zatęsknicie za brzmieniem "prawdziwego" Venom, czyli wersji znanej z "Black Metal" czy "Welcome To Hell", włączcie  "Long Haired Punks", w którym punkowy pazur co chwila ociera się o blackowy mrok.

Krótko mówiąc, Venom przekonał mnie tą płytą w stu procentach. Praktycznie każda kompozycja różni się w jakimś stopniu od poprzedniej, nie wspominając o tym, że zespół nie boi się wędrować w nieodkryte wcześniej przez siebie rejony. Najważniejsze, że Brytyjczycy po tylu latach funkcjonowania dalej prezentują dźwięki, które potrafią zainteresować. I chwała im za to.

Macin Czostek