Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / The Hunger Games: Mockingjay - Part 1

The Hunger Games: Mockingjay - Part 1 - Różni Wykonawcy

The Hunger Games: Mockingjay - Part 1

Wykonawca:

Różni Wykonawcy

Gatunek:

Soundtrack

6 /10

Trzy dni przed kinową premierą kolejnej części "Igrzysk Śmierci", na półkach sklepowych można było znaleźć zawierającą czternaście kompozycji ścieżkę dźwiękową do filmu, zatytułowaną "The Hunger Games: Mockingjay - Part 1".

Obecność Jennifer Lawrence na ekranie nie wywołuje u mnie żadnych większych emocji, dlatego podszedłem do kompilacji z lekkim dystansem ale i ciekawością. Za dobór kompozycji odpowiedzialna była bowiem niejaka Lorde, nowozelandzka wokalistka oraz laureatka nagrody Grammy, autorka znanego hitu "Royals", która, ku mojemu zaskoczeniu, ma dopiero osiemnaście lat.

Całość otwiera "Meltodown" ze spokojnym, wręcz trip hopowym bitem. Rapowane zwrotki co chwilę przerywane są spokojnym śpiewem Lorde, która z kawałka na kawałek skłania mnie coraz bardziej do pozostania jej fanem. Samą kompozycję określiłbym jednak kolokwialnie - średniawka. Zdecydowanie lepiej prezentuje się synthpopowy "Dead Air", za który odpowiedzialne jest szkockie trio Chvrches. Dzięki ciekawym damskim wokalom, idealnie pasującym do syntezatorów otrzymaliśmy kompozycję naprawdę wartą uwagi, idealnie pasującą do ponurych zimowych wieczorów. Do ciekawszych stron kompilacji zdecydowanie można dodać również żywcem wyjęty z ostatniej płyty Massive Attack "Scream My Name" oraz "Yellow Flicker Beat" wykonany przez Lorde, promujący kompilację.

Odbiór albumu psują jednak takie utwory jak "Kingdom" czy "All My Love". Pierwszy, autorstwa Charlie XCX jest niestety aż nadto cukierkowy i rujnuje cały nastrój zbudowany przez resztę kompozycji, a o produkcji Major Lazera oraz disney’owskiej gwiazdeczki Ariany Grande trudno mi cokolwiek napisać. Uznajmy po prostu, że takie kawałki powinny trafiać na galę MTV i nigdzie indziej.

Po kilkukrotnym odsłuchu składanki można bez problemu zgadnąć jaki klimat panuje w kolejnej części filmu. Wszystkie kompozycje są utrzymane w dość melancholijnym klimacie, momentami żal aż wylewa się z głośników. Jeżeli chodzi o ocenę pracy Lorde, która tak naprawdę jest jeszcze nastolatką, moim zdaniem należy jej się mocna piątka, aczkolwiek płyta nie wybija się zupełnie ponad średnią większości tego typu wydawnictw.

Marcin Czostek