Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Electrified

Electrified - Boris Blank

Electrified

Wykonawca:

Boris Blank

Gatunek:

Electronic

9 /10

Boris Blank przejrzał wreszcie przepastne zasoby swego muzycznego archiwum, które pęczniały od przeszło trzydziestu lat i postanowił podzielić się nimi ze światem. Z fantastycznym efektem.

"Nie lubię być monotonny. Lubię ciepło i zimno, biel i czerń. Potrzebuję tej różnorodności, kontrastów w brzmieniu, aby dobrze pokazać, co mieści się w moim muzycznym sercu" - tym cytatem zaczyna się obszerny tekst autorstwa Andy'ego Gilla poświęcony twórczości Blanka, umieszczony w booklecie "Electrified". Trudno o lepsze podsumowanie zawartości tej dwupłytowej, zawierającej 40 kompozycji kompilacji stanowiącej doskonały przegląd dokonań Borisa Blanka, znanego przede wszystkim jako odpowiedzialna za muzykę połowa szwajcarskiego duetu Yello. Jeśli ktoś świadomie przeżył lata '80 i nigdy nie słyszał jednego choćby hitu tego zespołu, na przykład "The Race", to znaczy, że musiał wychowywać się na Księżycu albo gdzieś jeszcze dalej.

Nie ma co rozpisywać się jednak o Yello, tym bardziej, że "Electrified" tylko w paru momentach, i to w bardzo nienachalny sposób o nim przypomina. Zdecydowanie nie trzeba być fanem zespołu, by polubić to wydawnictwo, prezentuje ono bowiem Blanka, jednego z prekursorów samplingu, który do perfekcji opanował sztukę obsługi urządzeń elektronicznych, w całkowitym oderwaniu od twórczości duetu. Ian Tregoning, współpracownik Blanka, wspomina w booklecie albumu dzień, w którym maestro podłączył do komputera stary model twardego dysku i jak gdyby nigdy nic zaprezentował mu 26 kompozycji, stworzonych na przestrzeni wielu lat, z których część powstała jeszcze na początku lat '80. Kompozycji, których Tregoning nie miał okazji nigdy wcześniej słyszeć. Decyzja o wydaniu tego materiału narzucała się więc sama, choć do tego czasu miały upłynąć jeszcze trzy lata. Po drodze Blank, za pośrednictwem Kickstartera, zebrał fundusze na wydanie super-wypasionej edycji specjalnej "Electrified" zawierającej 60 utworów na wszelkich możliwych nośnikach. Mniej fanatyczni wielbiciele muzyka z pewnością zadowolą się jednak zwykłym, wypuszczonym przez Universal Music wydaniem, złożonym z dwóch krążków CD wypakowanych 40 kompozycjami z lat 1983-2014.

Czegóż tu nie ma. "Electrified" to fascynująca podróż przez całą paletę krajobrazów, pełna różnych nastrojów i klimatów, a przy tym zdumiewająco - biorąc pod uwagę czasowy i stylistyczny rozrzut kawałków - spójna. Nuda i monotonia, dokładnie jak we wspomnianym przeze mnie na początku cytacie, nie mają tu wstępu. Niewidomy na jedno oko Blank wspomina w tekście Gilla, że gdy w dzieciństwie w wyniku wypadku trafił do szpitala, na kilka tygodni stracił wzrok całkowicie. Pozwoliło mu to niezwykle wyostrzyć pozostałe zmysły - słuchu czy węchu oraz nierozerwalnie powiązać muzykę z wyświetlanymi w głowie obrazami czy kolorami, na co nałożyły się również niezwykle realistyczne sny. Nie mam pojęcia, jaki faktycznie ma to wszystko wpływ na tworzenie dźwięków przez Szwajcara, i czy naprawdę Blank - jak deklaruje - odbiera muzykę w trójwymiarze, nie da się jednak nie zauważyć bardzo dużej plastyczności oraz estetycznego wysmakowania tych kompozycji, co pozwoliło na dobór dokładnie takich środków wyrazu, jakie w danym momencie są potrzebne.

Tu wszystko jest na swoim miejscu, nieważne czy Blank zaprasza na klubowy parkiet ("Big Beans", "Future Past", "Random Tox", "Elektro Kabinet"), czerpie z patentów acid jazzu ("Key Largo"), funku ("Fat Roller", "You Can Have It"), albo naprawdę mocnej elektroniki z pogranicza EBM ("Night Train"), minimalistycznie bawi się w ambient ("Midnight Procession") czy też odważnie sięga po soundtrack, zarówno ten dynamiczniejszy ("Body Electric"), jak i typowo ilustracyjny, nieco bombastyczny i doskonale pasujący do wszelkich fantastycznych scenerii ("Bosphorus", "Lost Languages"). Brak tu natomiast (na szczęście!) nadużywanych w autentycznych soundtrackach i coraz bardziej oklepanych nudnych orkiestracji.

A to wszystko tylko na krążku numer jeden zawierającym nowsze utwory z lat 1995-2014. Płyta numer dwa jest bardziej jednorodna i wyciszona, chwilami niemal kołysankowa ("A Touch Of Magix"), choć wciąż dominuje tu jeszcze wyraźniejszy klimat pejzażu rodem ze ścieżki dźwiękowej i ambientu ("The Bridge", "The Astrologer", "Licht Haus", "Ancore", "One Minute To Go" i wiele innych). Nieco mocniej robi się właściwie tylko w "They're Still Here", a "Aqua Marine" to prawdziwa orgia sampli z daleka pachnąca klimatem swojskich lat '80. Podobnie zresztą, jak w oldschoolowo syntetycznym, kraftwerkowym "Traum Blau". Zresztą od tego momentu aż do końca krążek nabiera już bardzo wyraźnie oldschoolowego charakteru, który - o dziwo - nie gryzie się nawet z nowszym materiałem z płyty numer jeden.

"Electrified" to gratka dla miłośników porządnej elektroniki. Świetna rzecz, a podobno w archiwum Blanka zostało jeszcze sporo materiału. Czekam na sequel.

Szymon Kubicki