Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Monuments to an Elegy

Monuments to an Elegy - The Smashing Pumpkins

Monuments to an Elegy

Wykonawca:

The Smashing Pumpkins

Gatunek:

Rock

8 /10

The Smashing Pumpkins nie skończyli się na "Kill'em All", choć wielu ich adwersarzy trzymało za to wydarzenie kciuki.

Przyczyn braku sympatii wśród zarówno młodszych, jak i długoletnich fanów do dokonań Amerykanów po 2000 roku można upatrywać w kilku źródłach. Jedni hejtują zespół ze względu na jego lidera - Billy Corgan to nie jest człowiek, którego masz ochotę przytulić. Drudzy marudzą na samą jakość muzyki. I mają do tego prawo, wszak "Zeitgeist" było nudne jak komentarz Dariusza Szpakowskiego, a "Oceania" śmierdziała megalomanią.

Czekając na "Monuments to an Elegy" malkontenci pewnie już szykowali się do wylewania kolejnych żalów na The Smashing Pumpkins (byłem wśród nich). Tymczasem… Corgan i spółka wysmażyli album krótki (nieco ponad 32 minuty), za to cholernie przebojowy. Lekki i chwytliwy. Taki, który z radością połkniesz na śniadanie, jak i z przyjemnością wrzucisz sobie na ruszt wieczorem.

Dziewięć piosenek, które znajduje się na nowej płycie, to kwintesencja tego, co najlepsze w muzyce Amerykanów. Popowe, gładkie introdukcje, uderzenie zgrabnym riffem i dynamiczne tempo. Słuchając "Monuments to an Elegy" mam wrażenie, jakby czas cofnął się do 1997 roku, a konkretnie do wydania albumu "Mellon Collie and the Infinite Sadness". Z tą różnicą, że Billy śpiewa tu mniej rozlaźle, niż ma w zwyczaju.

Są tu numery i zdrowo riffujące w rodzaju "Anti-Hero", są też romantyczne nawoływania jak "Run 2 Me". O ile The Smashing Pumpkins było w stanie wejść na najwyższy poziom kiczu przy tego typu numerach, o tyle na nowej płycie doskonale wstrzela się w rockową radiowość.

Nie spodziewałem się usłyszeć Corgana i spółki w tak wysokiej formie. "Monuments to an Elegy" to dowód, że Smashing Pumpkins nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa i że warto sięgać po ich muzykę. Polecam!

Jurek Gibadło