Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Fortitude

Fortitude - Feed Her To The Sharks

Fortitude

Wykonawca:

Feed Her To The Sharks

Gatunek:

Metalcore

8 /10

Przepis na sukces? Nagraj debiut, przez wielu okrzyknięty jednym z najlepszych w gatunku, a potem przywal drugim, nieco gorszym, ale eksplorującym inne rejony albumem.

Następnie daj sobie czas na przemyślenie dotychczasowych doświadczeń, wróć do sprawdzonych patentów z "jedynki" i spróbuj uciec z własnego kraju do USA. Taką drogę obrali australijscy metalcore’owcy z Feed Her To The Sharks, którzy za nic mają aktualne od kilku lat trendy i grają tak, jakby zatrzymali się w czasie niemal dekadę temu…

Szansę hordzie z Melbourne dali szefowie jednej z najważniejszych wytwórni w Stanach - pyszniącej się hardcore’owym etosem sprzed lat Victory Records. Dziś oficyna, która stawia na przeciętnych artystów nie cieszy się takim zaufaniem jak kiedyś, co nie zmienia jej statusu na rynku. Kolejne nowe nabytki poszerzające i tak mocno zróżnicowany katalog, często wywołują zaskoczenie, jeśli nie całkowite zdumienie. Nie wiem, jaką dokładnie politykę prowadzi ten label, ale część z obecnych podopiecznych powinna jak najszybciej znaleźć inny dom.

A Feed Her To The Sharks? Biorąc pod uwagę ogromną konkurencję, nie mogli lepiej trafić. Mają wszystko to, czego powinno się oczekiwać od zespołu aspirującego do pierwszej ligi. Jest potężna sekcja rytmiczna, bardzo charakterystyczny wokalista (który przez większość czasu raczy nas skrzekiem lub naprawdę dobrymi cleanami!), mnóstwo łatwo wpadających w ucho melodii i brzmienie za "milion dolców". Niby nic nowego, a jednak, w czasach kiedy albo gra się dyskotekę lub coraz bardziej zjadający własny ogon djent, propozycja Feed Her To The Sharks jest sporym urozmaiceniem i perełką dla fanów metalcore’owych dźwięku.

Malkontenci zauważą, że Australijczycy miejscami grają trochę za słodko. Cóż, taki był kiedyś metalcore. Wściekły i brutalny, a jednak często lawirujący na granicy melo death metalowego kiczu i heavy metalowej nośności. Nie inaczej jest teraz, ale zamiast patrzeć na nich z przymrużeniem oka, cenię ich za tytułowy hart ducha i chęć przeciwstawienia się reszcie świata.

Grzegorz "Chain" Pindor