Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Secret Garden

Secret Garden - Angra

Secret Garden

Wykonawca:

Angra

Gatunek:

Power metal

7 /10

Co prawda brazylijska Angra nowy album nagrała w szwedzkim Fascination Street Studios, ale przy okazji zmiany kontynentu kapela nie zrezygnowała z patentów tworzących jej tożsamość. Album "Secret Garden" to w miarę solidne nagranie.

Ósmy krążek Angry zawiera sporo pomysłów czerpiących z charakterystycznego ludowego brzmienia wprost z Sao Paulo. Weźmy pod uwagę utwory w stylu "Final Light", "Upper Levels" albo "Silent Call", aby zrozumieć, że kapela strzeże swojej tożsamości niczym niepodległości, niezależnie od tego na jakiej ziemi nagrywa nowe utwory. Ponadto Brazylijczycy konsekwentnie pielęgnują prog metalowe możliwości prezentując utwory w stylu "Newborn Me", "Black Hearted Soul", "Synchronicty II", "Violet Sky" albo "Crushing Room", które stanowią definicję ostrego grania na szerokich przestrzeniach. Pod tym względem Angra nie unika melodii, ale przede wszystkim kładzie nacisk na ostre instrumentarium skoncentrowane wokół gitar Rafaela Bittencourta i Kiko Loureiro, a także perkusji Bruno Valverde. W ostatnim z wymienionych utworów zaśpiewała drapieżna Doro Pesch, co nie oznacza jednak końca listy gości na "Secret Garden". W kompozycji tytułowej można usłyszeć również Simone Simons, znaną z zespołu Epica, która - bądźmy szczerzy - wpisuje się w lukrowy klimat Angry.

Do nowego albumu Brazylijczyków wkradło się bowiem sporo niepotrzebnych drobiazgów, które zabrały mu ważną część klimatu. Wspominany wcześniej "Synchronicty II" broni się jeszcze przed nawałnicą słodkich zagrywek, podczas gdy kompozycja tytułowa, a także dość istotne fragmenty innych utworów sprawiają, że mamy do czynienia z krążkiem nierównym. Angra z jednej strony ostro zasuwa, aby z drugiej poddawać się słodyczy. Melodie stanowią integralną część metalu progresywnego, ale warto czasem ograniczyć zawarte w nich stężenie cukru, co na "Secret Garden" nie zawsze wychodziło brazylijskim muzykom. Co innego, że jeden z ciekawszych numerów, świetnie rozwijająca się ballada "Storm Of Emotions", po prostu urywa się w pewnym momencie, sprawia wrażenie niedokończonej i tworzy niesmak, zamiast wprowadzać słuchacza w ekstazę znakomitych solówek i pełnego rozwinięcia. Tego typu fragmenty nieco obniżają wartość albumu. Sprawiają, że Angra jawi się jako kapela niezdecydowana pomiędzy prog a power metalem, a zarazem nieprofesjonalnie przygotowana do tworzenia wielkich kompozycji, o czym mogą świadczyć opisane przed chwilą wrażenia.

Być może do takiego obrotu spraw w postrzeganiu nowej płyty zespołu, który niedawno świętował dwudziestolecie działalności, przyczynia się szereg zawirowań w jego składzie. W krótkim czasie, od wydania "Aqua" z 2010 roku w szeregach Angry wydarzyło się dość sporo - zmianie uległa obsada perkusji i wokalu, a poza tym sekcję wokalną zaczął uzupełniać niepodzielnie panujący w zespole Rafael Bittencourt. W sumie więc rzeczywiste wypłynięcie brazylijskiego zespołu na szerokie europejskie wody trudno nazwać udanym. Angra nagrała w miarę solidny krążek. Trudno bowiem stwierdzić, że "Secret Garden" nie zawiera wszystkich elementów, które miały zasadniczy wpływ na dotychczasową popularność i unikatowość kapeli. Słuchając nowej płyty Angry łatwo będzie o skojarzenie, że to "ten charakterystyczny prog metalowy zespół z Brazylii". Jednak po tym skojarzeniu przyjdzie następne, które będzie brzmiało mniej więcej w taki sposób "Hej, gdzie się podziała świeżość tej kapeli?". Jeśli więc sięgać po nowy materiał Angry, to tylko przy założeniu, że kapela nieco skomercjalizowała swoje brzmienie, przestała dbać o oprawę graficzną, a także dopiero próbuje odnaleźć się na europejskim rynku. Biorąc pod uwagę te zastrzeżenia, można więc stwierdzić, że "Secret Garden" może być dla Angry takim albumem, jakim dla Metalliki był "Load".

Konrad Sebastian Morawski