Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Eye of Providence

Eye of Providence - The Agonist

Eye of Providence

Wykonawca:

The Agonist

8 /10

Gdy w ubiegłym roku Kanadyjczycy ogłosili, że dotychczasowa wokalistka Alissa White-Gluz opuszcza szeregi zespołu, pewnie nie jednemu fanowi pękło serce.

Laureatka plebiscytu "The Hottest Chicks in Metal", organizowanego przez magazyn Revolver, praktycznie od początku istnienia kapeli była jej znakiem rozpoznawczym, dlatego po jej odejściu wielu sądziło, iż panowie zawieszą działalność.

W ciągu kilku dni muzycy ujawnili nazwisko nowej wokalistki, którą została Amerykanka mieszkająca w Grecji - Vicky Psarakis. Dziewczyna może i również urodziwa, aczkolwiek, nie licząc youtube’owych coverów, nie posiadająca muzycznego doświadczenia. Dopiero gdy zespół umieścił fragment utworu "Disconnect Me" wszyscy uwierzyli, że jest to właściwa osoba na właściwym miejscu. Przejdźmy jednak do albumu.

Wystarczył tylko główny singiel promujący płytę, "Gates Of Horn And Ivory", aby powalić na łopatki ostatnią płytę Arch Enemy. Są tu świetne melodie, mocne wokale przerywane delikatnym śpiewem oraz klasyczne gitarowe solówki, które momentalnie zaspokoją apetyt nawet najwybredniejszego fana. Zupełnie inną sprawą jest fakt, iż sama kompozycja nie jest może opus magnum melodyjnego death metalu, aczkolwiek jest na tyle przystępna, że można łyknąć ją bez mrugnięcia okiem. Z ciekawszych fragmentów należy wymienić dość ciężki "Disconnect Me", który jest prawdziwą esencją stylu The Agonist i stanowiący dla niego idealny kontrast "The Perfect Embodiment". Te kompozycje świetnie pokazują dwa oblicza zespołu, ponieważ w przeciwieństwie do jednowymiarowej twórczości Arch Enemy (przynajmniej zaprezentowanej na ostatniej płycie) kapela potrafi zagrać zarówno ku uciesze fanów rogatego, jak i bardziej komercyjnych słuchaczy. Z obu przypadków Kanadyjczycy wychodzą obronną ręką, jednocześnie potwierdzając swoja pozycję na rynku.

"Eye of Providence"
przydałyby się jeszcze choćby dwa single, które zapadałby w pamięć na dłużej niż kilka godzin. Sam poziom kompozycji jest naprawdę wysoki, aczkolwiek przesłuchując płytę w całości, w pewnym momencie może pojawić się problem z określeniem, z którym utworem mamy do czynienia. Mimo wszystko obawy wobec The Agonist były mocno przesadzone, ponieważ kapela sprezentowała fanom płytę mającą potencjał, aby stać się najlepszą w jej historii. Można chcieć czegoś więcej?

Marcin Czostek