Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Event Horizon

Event Horizon - Beyond The Event Horizon

Event Horizon

Wykonawca:

Beyond The Event Horizon

7 /10

Muzyka tła - po kilkukrotnym przesłuchaniu debiutanckiej płyty załogi Beyond The Event Horizon nie potrafię znaleźć lepszego podsumowania dla ich dokonań.

Załoga z Poznania od kilkunastu miesięcy konsekwentnie prze do przodu, by mocno zaznaczyć swój ślad na mapie progresywnych zespołów made in Poland. Beyond The Event Horizon ma wszystko, czego potrzeba, by wbić się do czołówki tego nurtu. Odpowiednią technikę, którą uruchamia, gdy wymaga tego sytuacja, a którą to potrafi okiełznać na korzyść melodii. To zresztą rzadka sztuka u naszych rodaków. Wielu lubi się popisywać swoimi zdolnościami, zamiast skupić się na treści muzyki, którą szybkie przebieranie palcami z pewnością nie jest.

Na "Event Horizon" BTEH serwuje nam osiem piosenek utrzymanych w nieco schizofrenicznym klimacie. Zespół tak dobiera akordy do swoich kompozycji, by w całości poruszały w nas nutki niepewności, zadumy, smutku, ale też i nadziej. Posłuchajcie wstępu do "Unknow Void" - tamtejsze pasaże to kwintesencja tych wszystkich odczuć, o których wcześniej wspomniałem. Rozłożone na czynniki pierwsze pojawiają się właściwie w każdej spośród 55 minut tego instrumentalnego grania.

Żeby Beyond The Event Horizon z zespołu "dobrego" przemienił się w "bardzo dobry" potrzebuje jednak jednej zmiany. Umiejętności solowego grania. Nie mówię o sypaniu przyprawiającymi o oczopląs zagrywkami, raczej o podawanie słuchaczowi fraz, które nie tylko go zahipnotyzują, ale i sprawią, że na dłużej zapamięta dany utwór. O taki lepszy świat w każdej kompozycji walczy klawiszowiec Tytus, co i rusz podrzucając jakieś ciekawe wstawki, jednak jest ich zbyt mało, by stały się znakiem rozpoznawczym poznaniaków. Z tego powodu większość kawałków BTEH brzmi jak podkład pod piosenkę, w której brakuje wokalu, tudzież innego elementu, który będzie przykuwał uwagę odbiorcy. Taki stan rzeczy w muzyce instrumentalnej nazywam "syndromem God Is An Astronaut".

A przecież można inaczej, o czym Beyond The Event Horizon przekonują nieśmiało w numerze tytułowym. We zwrotkach proponują skromny pochód gitarowy, w refrenie agresywniejsze kostkowanie. Od razu słucha się tego z większą atencją i przyjemnością! Wzorcem dla BTEH może być też zespół Lebowski, z którym - o ile się nie mylę - poznaniacy utrzymują przyjacielskie stosunki. Cytaty z filmów, krótkie solówki gitarowe, oryginalne brzmienia klawiszy. Można? Można!

Zarzut, który wysuwam w stosunku do Beyond The Event Horizon nie osłabia jednak wartości ich muzyki. Przemyślanej i pełnej emocji, angażującej od pierwszej do ostatniej minuty. Brakuje jej tylko wisienki na torcie, którą - mam nadzieję - formacja na następnej płycie położy.

Jurek Gibadło