Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Czerń i cień II

Czerń i cień II - Bruno Światłocień

Czerń i cień II

Wykonawca:

Bruno Światłocień

Gatunek:

New wave

9 /10

Oddycham głęboko… oddycham głęboko… poszukuję wyjścia z tego tunelu depresyjnych wrażeń, do jakiego zabrała mnie nowa płyta zespołu Bruno Światłocień, czyli krążek zatytułowany "Czerń i cień II".

Jakiś czas temu pomorska kapela zadebiutowała dużym albumem "Czerń i cień", a więc jej nowy materiał, przynajmniej w samej frazeologii, stanowi kontynuację debiutu. Nie jest to muzyka najłatwiejsza, bowiem jej ciężar gatunkowy wymaga od słuchacza skupienia, następnie zaś odbiera mu emocje, zarazem zamieniając je na nostalgię, względnie melancholię lub nawet depresję. W sensie definicyjnym można uznać, że "Czerń i cień II" został utrzymany w różnych wymiarach ambientu, industrialu i elektroniki, ale także w oparach rocka i punka. Tyle że wdawanie się w tego typu definicje nie będzie służyło dobremu opisowi muzyki zespołu.

Weźmy pod uwagę intensywny utwór "Czerń i cień". Wyłania się tu charakterystyczna sekcja instrumentalna, pełna dźwiękowego tête-à-tête z industrialną kulturą protestu, gdzie niemalże zza mgły dobiega mroczna narracja. Zresztą wokale w twórczości Bruno Światłocień pełnią dość specyficzną rolę - zostały na ogół zlokalizowane na drugim planie, właśnie jakby za mgłą. Tymczasem brzmienie gitar i perkusji daje się wyraźnie odczuć w kompozycjach "Powiew morza" i "Wyrodne matki", choć mamy tu do czynienia z zagrywkami o dużym poziomie stępienia, czegoś w rodzaju metalicznego soundu zarejestrowanego w opuszczonej fabryce stali. To tak jakby nóż naostrzony przez Bruno Światłocień miał zabijać, a przy tym sprawiać dużo bólu ofierze. Bólu, który działa oczyszczająco.

Atmosfera mroku utrzymującego się na "Czerń i cień II" zostaje fenomenalnie uchwycona w kompozycji "Pieśń III". To piękna, wieloetapowa wędrówka w okolice dark ambientu. Utwór o zapadającym w pamięć motywie głównym, który wdaje się w niechętną kokieterię z różnymi zagrywkami o ładunku elektronicznym i instrumentalnym. Muszę przyznać, że oddając moje emocje tej kompozycji przypomniało mi się pewne zaklęcie, które stanowi wielką rekomendację możliwości muzyków Bruno Światłocień. To zaklęcie brzmi "Perdition City", ideał, którego refleksy dostrzegłem w utworze "Pieśń III", będącym najmocniejszym punktem krążka.

Muzycy kapeli na nowym albumie otarli się również o psychodelię, co zresztą sugeruje tytuł utworu "Psychoblues", będącego zarazem zgrabną miniaturą poetyki czającej się w niepokojącym umyśle Bronisława Ehrlicha. Można odnieść wrażenie, że następująca po "Psychoblues" kompozycja "Szum" stanowi rozwinięcie tego gęstego klimatu. Utwór o wlokącym się, dość jednostajnym tempie, zawiera jednak bardziej rozbudowaną strukturę od poprzednika. Zresztą długie kompozycje o walorze progresywnym to jeden ze znaków rozpoznawczych płyty, choć w zasadzie trudno mierzyć czas w objęciach mrocznego klimatu. Takiego, który w kilku momentach, np. przy dźwiękach utworu "Wierny sługa", przywołuje sugestywne fragmenty strachu i rozpaczy, zaś z kolei liturgiczna wymowa "Pieśni refleksyjnej" zachęca, aby dostąpić jakiegoś zakazanego procesu rytualizacji.

Uczestnictwo w muzycznych doznaniach koloru fioletowego, szarego, szaro-czarnego i czarnego, jakie na nowym krążku oferuje Bruno Światłocień, zamyka się w kompozycji tytułowej. Utwór "Czerń i cień II" otwarty bębnami Kordiana Sikorskiego w stylu Les Tambours du Bronx, łechtany leniwą gitarą, a także prowadzony zwiewnymi partiami wokalnymi na pozór nie współgra z pozostałą częścią płyty. Ta kołysanka napisana dla dzieci przebitych gwoździami dziewięciocalowymi stanowi zaskakujące zamknięcie albumu. Jest być może zapowiedzią kolejnych nagrań zespołu, albo formą triumfu nad spopielonymi emocjami słuchaczy. W każdym razie Bruno Światłocień zaskakuje, tworzy niekonwencjonalnie i zapada głęboko w pamięć.

Ostatnią refleksja, jaką chciałbym podzielić się z potencjalnymi słuchaczami płyty, to ostrzeżenie, aby nie słuchać tego materiału w samotności i w ciemności. "Czerń i cień II" jest niezwykłym muzycznym doznaniem, ale mogącym nieodwracalnie wpłynąć na wrażliwość mniej odpornych słuchaczy. Jestem więc przekonany, że o Bruno Światłocień będzie niebawem bardzo głośno. To kapela, której kreatywność i oryginalność zasługuje na wszelkie ukłony, choćby z poziomu oddziału dla obłąkanych.

Konrad Sebastian Morawski