Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Dead, Everywhere

Dead, Everywhere - Tear Out The Heart

Dead, Everywhere

Wykonawca:

Tear Out The Heart

Gatunek:

Metalcore

6 /10

Victory Records dorobiło się własnego Attack Attack. O kilka lat za późno, ale niech mają.

Na czymś muszą zarabiać, a kapele takie jak Tear Out The Heart są najlepszym sposobem na wyciągnięcie kilku dodatkowych dolarów od młodzieży lubującej się w ciuchach z Hot Topic i niby agresywnych metalcore’owych zespołach. Co więcej, czuję, że w niedalekiej przyszłości zapomną o Attack Attack i nowy nabytek legendarnego labelu stanie się ich ulubionym zespołem.

Nie bez kozery wspominam o Attack Attack. Ten mocno wyśmiewany przez media i słuchaczy zespół niejako zapoczątkował nie tylko falę ogólnego hejtu na formacje lawirujące na granicy generycznego deathcore’a i popowo-dyskotekowej papki, ale właśnie dał podwaliny pod coś, co nie wiedzieć czemu dalej świetnie się sprzedaje, a klony wyżej wymienionej grupy nie przestają wyrastać jak grzyby po deszczu. Czas jednak pokazał, że tak wyszydzeni przez media muzycy dojrzewają i wszystko się zmienia. Zmieniło się Attack Attack, zmieniła się scena i pojawili się grajkowie z Tear Out The Heart wspomagani przez nikogo innego, jak byłe gardło i kompozytora twórców "crabcore’a" - Caleba Shomor. Ów jegomość dziś próbuje swych sił w newschoolowym melodyjnym hc, również dla "zbuntowanej" młodzieży, co jednak wychodzi mu dużo lepiej niż zabawa w kocie, taneczne rytmy z tanim syntezatorem i breakdownem co 30 sekund.

Były lider Attack Attack poszedł po rozum do głowy i z tego, co niegdyś przyniosło mu sławę trzepie kasę, ale z drugiej strony - w roli producenta. Ten fakt szybko odnotowali bohaterowie tego tekstu zatrudniając go w roli swojego mentora. I co? Sukces. "Dead, Everywhere" brzmi dokładnie tak, jak Attack Attack parę lat temu, i nie ukrywam, ze tym, którzy lubią mało inteligentne, ale nośne metalcore’owe łojenie, może się to podobać. Zespół ma w składzie całkiem przyzwoitych muzyków, z naciskiem na sekcję rytmiczną, co w tej muzyce jest podstawą. Wokalnie też prezentuje się nie najgorzej, choć zredukowałbym ilość piosenkowych zaśpiewów, ale rozumiem, taka konwencja i tak musi być. Poza tym, Tear Out The Heart w przeciwieństwie od wielu innych, podobnych plastikowych tworów, BRZMI. A to już coś, co może przynieść przysłowiowe milion dolców.

Grzegorz "Chain" Pindor