Kup Magazyn Gitarzysta

F.E.A.R. - Papa Roach

F.E.A.R.

Wykonawca:

Papa Roach

Gatunek:

Rock

6 /10

Słuchając nowej płyty Papa Roach czuję się, jakbym wrócił do liceum. I niekoniecznie jest to jej zaleta.

Jak duża część facetów miałem w życiu okres, w którym zacząłem nosić długie włosy i wymarzyłem sobie karierę muzyka. Wiecie, takiego bożyszcze, co to stanie na scenie, krzyknie refren swojego hiciora, na co dziewczęta umrą z zachwytu, a chłopięta zaczną wydzierać się razem ze mną. Tak się akurat złożyło, że w owym czasie numerem jeden wśród amerykańskich zespołów rockowo-numetalowych był Papa Roach. Łatwo się więc domyśleć, jakie melodie tkwiły mi we łbie, gdym wył pod prysznicem do pojemnika z szamponem. "Last Resort", "She Loves Me Not", "Scars" - to były "moje" przeboje.

Mając za sobą wiele lat zajmowania się muzyką, w tym także czynnego, z lekkim zażenowaniem - choć i rozczuleniem - patrzę na tamte czasy. Nie da się ukryć: piosenki Papa Roach były (i są) cholernie chwytliwe, idealnie nadają się do grania i śpiewania na koncertach (kto nie był na gigu Amerykanów, ten sporo stracił). Jednakże, gdy człek się w nie wgryzie, usłyszy, że powstają niejako z bazy dostępnych elementów, od dawna wykorzystywanych przez amerykańskie zespoły gitarowe, które mają marzenie zaistnieć na listach przebojów. Przewidywalne riffy i struktury, czyste brzmienie, skrojone pod słuchacza wokale, teksty o walce z samym sobą ("och, jaki to jestem buntownik, choć taki załamany, ponieważ ktoś podciął mi skrzydła").

"F.E.A.R.", ósma płyta załogi Jacoby'ego Shaddixa i Jerry'ego Hortona, niewiele w tej kwestii zmienia. Lider może i mniej się wydziera (choć gdy już to robi, wciąż daje radę - vide "Broken As Me"), gitarzysta częściej ustępuje miejsca elektronice ("Face Everything And Rise" i "Warriors" - najsłabsze numery na krążku), ale generalnie obracamy się w dobrze nam znanych stadionowych klimatach, żywcem wyciągniętych z podręcznika pisania radiowych przebojów. Nie mam o to do zespołu pretensji - w końcu z tego żyje.

Tym bardziej, że Papa Roach ma w zanadrzu dwa ciekawe numery, do których z chęcią będę wracał przez cały rok. Przede wszystkim chcę wyróżnić "Falling Apart", którego muzyczna część utrzymana jest w klimacie… Deftones i ich płyty "Diamond Eyes". Ciepłe dźwięki zagrane na nisko nastrojonej gitarze to jest to, co lubię. Wokal Jacoby'ego naprawdę świetnie sprawdza się w takiej muzie. Shaddix radzi sobie też w hard rocku bliskim Alter Bridge - posłuchajcie "Skeletons", a zrozumiecie o co mi chodzi.

"F.E.A.R." to krążek, który z pewnością nie rozłoży nikogo na łopatki, nawet fanów Papa Roach. Udowadnia on jednak, że kwartet nie przez przypadek znalazł się na szczytach popularności. Jeśli umie się tak dobrze korzystać ze wzorców, nie ma opcji nie stać się królem polowania.

Jurek Gibadło