Kup Magazyn Gitarzysta

Sco-Mule - Gov’t Mule featuring John Scofield
Gatunek:

Jazz-rock

9 /10

Dwudziestą rocznicę powstania zespół Gov’t Mule celebruje wydaniem unikalnych i niezwykle interesujących płyt koncertowych.

O ile sięgnięcie po przeboje The Rolling Stones ("Stoned Side Of The Mule") nie jest może jakimś wielkim zaskoczeniem, to już z całą pewnością do tej kategorii wypada zaliczyć "Dark Side Of The Mule" czyli "mułowe" wersje znanych kompozycji Pink Floyd. Kolejna płyta z tej jubileuszowej serii zawiera zapis wspólnego grania z niezwykle cenionym jazzowym gitarzystą Johnem Scofieldem. Na dwupłytowym wydawnictwie (dla kupujących w przedsprzedaży dołączony został dodatkowy, trzeci krążek) umieszczono wybór nagrań z dwóch koncertów z 22 i 23 września 1999 roku. Zespół Gov’t Mule zaprezentował się w swoim pierwotnym składzie, czyli z basistą Allenem Woody, który zmarł 26 sierpnia 2000 r. Dodatkowo wspiera ich grający na instrumentach klawiszowych Dr. Dan Matrazzo. Na albumie możemy posłuchać, raczej w symbolicznej dawce, gitarzystów: Jimmyego Herringa i Mike Barnesa.

Obecność zacnego gitarzysty jazzowego może wzbudzić podejrzenie, a u niektórych słuchaczy wręcz obawę, że taka właśnie stylistyka zdominowała oba koncerty. Śpieszę uspokoić, to nie jest płyta stricte jazzowa, ale też trudno określić ją jako rockową. Mam wrażenie, że muzycy spotkali się gdzieś "pośrodku". To Gov’t Mule jest głównym wykonawcą a John Scofield gościem, dlatego to właśnie utwory z "mułowego" repertuaru (covery jak i kompozycje własne) są tu dominujące. Początek wygląda na kurtuazyjny ukłon w stronę gościa, bo "Hottentot" i "Tom Thumb" znane są z wykonania Scofielda. Pierwszym z wymienionych utworów zachwycałem się kiedyś słysząc go w porywającym wykonaniu jazzowej supergrupy Scofield, Medeski, Martin and Wood. W wersji Gov’t Mule jest może nieco mocniej, bardziej zdecydowanie i dosadnie, ale - ujmując moje wrażenia kilkoma słowami - absolutnie dali radę. "Tom Thumb" to chyba najbardziej jazzowy utwór, jaki umieszczono na płycie. Ta kompozycja Wayne Shortera z 1967 roku zagrana została bardzo delikatnie i z wyczuciem. Nieoceniona i skrupulatnie prowadzona baza mulebase.com informuje, że było to premierowe wykonanie (oba utwory zostały zagrane przez Gov’t Mule po raz pierwszy 22 września 1999 roku w miejscowości Athens w sali Georgia Theater).

Wydawnictwo zawiera wyłącznie utwory instrumentalne. Gwoli ścisłości wypada dodać, że na trzecim krążku, tym dla wybrańców, można posłuchać partii wokalnych w wykonaniu Warrena Haynesa. Kompozycje często mają typową dla jazzu budowę, czyli najpierw jest motyw przewodni a potem kolejni muzycy grają swoje solówki. Tu nikt nikogo nie pogania, nikt nie spogląda nerwowo na zegarek, wszyscy cieszą się muzyką, dlatego utwory to w zdecydowanej większości kilkunastominutowe, rozimprowizowane długasy (rekordzista "Afro Blue" trwa aż 23 minuty!). Może dziwić, że pomimo tego, iż oba występy dostarczyły masę nagrań, na "Sco-Mule" znajdujemy dwa utwory w różnych wersjach. Po pierwsze, na obu koncertach Scofield był tylko gościem i nie zagrał we wszystkich utworach, a po drugie, to zawsze niesamowicie przyjemne, kiedy mogę smakować i cieszyć się kreatywnością muzyków. Wystarczy posłuchać choćby obu wykonań "Kind Of Bird" - zagrane dzień po dniu miło się różnią i jednakowo cieszą. Nawiasem mówiąc, pięknie został oddany klimat gitarowego rozgadania, jaki towarzyszy oryginalnemu wykonaniu The Allman Brothers Band. Większość utworów, a zwłaszcza "Devil Likes It Slow" czy "Pass The Peas" zagranych zostało w niesamowitym tempie. Muzyka po prostu płynie, goni na łeb na szyję i porywa słuchacza. A wszystko to zagrane jest z lekkością, swobodą i wyczuciem.

Myślę że dla każdego gitarzysty stanięcie na jednej scenie ze Scofieldem i skrzyżowanie z nim gryfu - ujmując rzecz w rycerskiej stylistyce - jest wielkim wyzwaniem. Warren Haynes nie ma z tym problemu, bo jest absolutnie równorzędnym partnerem dla Scofielda. Pięknie, a co najważniejsze "kompatybilnie" prezentują się obaj gitarzyści. Zupełnie nie przeszkadza w słuchaniu ich różny muzyczny rodowód i stylistyka, w jakiej się na co dzień obracają. Łatwo rozpoznać, który z nich aktualnie gra solówkę, gdyż obaj zostali umieszczeni w osobnych kanałach. Haynes czasem gra slidem a Scofield niekiedy sięga po gitarowe efekty wydobywając z instrumentu kosmicznie brzmiące dźwięki. Sekcja rytmiczna, czyli Matt Abts na perkusji i Allen Woody na basie również jest jedyna w swoim rodzaju. Wyraźne, soczyste mruczenie basu, czasem swingowo rozkołysane, a jak trzeba funkowo zadziorne. Doskonałym uzupełnieniem tego wyjątkowego składu jest Dr. Dan Matrazzo. Czaruje solówkami na Hammondzie, pianie elektrycznym i syntezatorze. W "Doing It To Death" przecudnej urody hammondowe solo bez chwili przerwy kontynuowane jest na pianie elektrycznym. Coś pięknego.

Uwielbiam takie albumy, uwielbiam takich wykonawców, którzy mają głowy pełne pomysłów, którzy nie zamykają się szczelnie w kokonie jednej stylistyki. Ludzie, w których jest ta niesamowita radość i głód grania, chęć podejmowania kolejnych wyzwań, poszukiwania nowych pomysłów tak, aby cieszyć siebie i słuchaczy. Taka właśnie jest ta płyta.

Robert Trusiak