Kup Magazyn Gitarzysta

[ZERO] - The Bad Sleep Well

[ZERO]

Wykonawca:

The Bad Sleep Well

Gatunek:

Rock

8 /10

Mawiają, że zły śpi spokojnie. Dlaczego? Może dlatego, że "jak się uda, to się uda" a "jak się nie uda, to może się nie wyda"? Jak jest w przypadku drugiego krążka grupy The Bad Sleep Well? Uda się, czy się nie uda? Może lepiej niech się wyda…

Pierwsza pozycja na krążku, "Kuracja", zaczyna się w rock’n’soulowym stylu. W zasadzie taki klimat pozostaje przez resztę utworu. Przyjemny do posłuchania, łatwo wpadający w ucho, a przede wszystkim skutecznie wbijający się w głowę refren: "Jak się uda to się uda. Jak się nie uda, to może się nie wyda." Zabawowe, swobodne aranżacje muzyczne urozmaicone frywolnymi tekstami stawiają kropkę nad i, "Kuracja" jest bowiem utworem stworzonym z potrzeby zabawy i o takiej potrzebie opowiada. Tekst traktuje o wyprawie dwóch kumpli w miasto, o przyjemnościach na jakie pokusiliby się duzi chłopcy. Nie ma tu ukrytego żadnego przekazu, ma być miło i przyjemnie. Muzyczne rozkosze uświetnia nam tu bardzo zacny gość. Za saksofonowe wstawki odpowiedzialny jest Danger Raw L'Hunt z legendarnego Dog Eat Dog.

Kolejnym kawałkiem na "[ZERO]" jest równie melodyjne ale mniej zadziorne "To co nasze". Utwór wprawdzie przyjemny w odsłuchu, ale jednocześnie pozostawiający po "Kuracji" pewien niedosyt. Sporo tu ciekawych i wartych uwagi elementów gitarowych. Wyraźne, a jednocześnie subtelne wejście basem też zasługuje na spory plus. Konwencja utworu jest jednak dość klasyczna i przewidywalna: łagodne zwrotki - mocniejszy refren. Odbiorca to lubi i do tego jest przyzwyczajony. Tekstowo jest inaczej niż w "Kuracji". Muzycy śpiewają o tym, że działają i istnieją dzięki wspólnej pracy, że ich twórczość to nie tylko relacje wewnętrzne w zespole ale i ich fani, że obopólny przekaz energii ma sens.

Kiedy usłyszałam pierwsze takty "Człowieka zero" pomyślałam, że otoczka zbudowana przez "Kurację" była blefem. Odniosłam wrażenie, że robi się coraz grzeczniej i coraz spokojniej. Nie mówię, że to źle, ale nastawiłam się na co innego. W połowie utworu perkusista przywraca jednak uśmiech na mojej twarzy. Tak, jest mocniejsze uderzenie, są pazury, następuje nieoczekiwana metamorfoza. Nagle robi się ciężko, głośno i przyjemnie.  "My naród" sprawia, że zapominam już o lekkim, melodyjnym graniu The Bad Sleep Well. Tutaj zły obudził się już na dobre. Zdecydowanie core’owy wokal towarzyszy ciężkiej linii basowej, kruszącym mury gitarom, nie wspominając o perkusji. To zdecydowanie najcięższy numer na płycie. Mocno zasznurowane glany są już gotowe do… boju?

Skoro glany już są zasznurowane, robimy "Krok do przodu". Co tu dużo gadać, pozostajemy w klimatach ciężkiego brzmienia. Początkowo rapowane czy recytowane zwrotki, mogą zbić odbiorcę z tropu i szykować na coś delikatniejszego. To jednak złudzenie. Ciężkie, buntownicze klimaty są z nami do samego końca, utwór ten bowiem zamyka Epkę i to rzeczywiście dobre zakończenie. Z jednej strony zapomina się o przyjemnym bujaniu przy dźwiękach "Kuracji", z drugiej wybacza się łagodne i grzecznie wyśpiewane zwrotki w "To co nasze".

Krążek jest bardzo nieprzewidywalny. Po pierwszych kilku minutach jestem gotowa na bujanie bioderkami, jednak w połowie okazuje się, że trzeba szybko wiązać glany i biec na jakąś ofensywę. Zaskakująca zmiana temp i aranżacji, ale przynajmniej nie jest nudno. Panowie z The Bad Sleep Well nie są amatorami, ich kunszt słychać dość wyraźnie, dlatego od strony technicznej nie mam płycie nic do zarzucenia.

Milena Barysz