Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Corpus Hermeticum

Corpus Hermeticum - Zorormr

Corpus Hermeticum

Wykonawca:

Zorormr

Gatunek:

Black metal

8 /10

Napisać o masowej popularności black metalu to niczym wykoleić samolot. Czysta abstrakcja. Muzyka tworzona w tym gatunku zawsze była adresowana do zamkniętego i nieco opętanego grona słuchaczy. Tam też trafia trzeci album Zorormr.

Dzieło zatytułowane "Corpus Hermeticum", choć próbuje igrać z nowoczesnością, zawiera mnóstwo klasycznych patentów wypracowanych przez pionierów black metalu. Wściekłość, agresja i właściwa nurtowi zwierzęcość stanowią cechy charakterystyczne płyty. To więc nie tylko kolejne nagranie Zorormr, ale też jeszcze jedna cegła w wyklętym murze polskiego black metalu. Album przepełniony jadowitymi partiami gitar i perkusji, opowiedziany (…niekiedy wyrzygany) siarczystym blackowym krzykiem, a czasem tylko zepchnięty w refleksyjny ton. Wyłącznie dobre współczesne brzmienie oddziela krążek od pozbawionych konwenansów bluźnierców, którzy przed laty pustoszyli lasy, opuszczone lochy i stare cmentarzyska. Ta upiorna esencjonalność jest dobrze odczuwalna na "Corpus Hermeticum", o czym najlepiej świadczą takie blackowe standardy jak "Against All Heresies" (o kapitalnym solo gitarowym i dość nietypowo złamanej konstrukcji), "In The Mouth Of Madness", "Twilight Of The Idols" albo dwa hymny wieńczące dzieło, czyli "Worship Me!" i "This I Command!".

Trudno mi więc zgodzić się z promowaniem tego krążka pod etykietą progresywnego black metalu. Trudno, ze względu na hermetyczność materiału, ograniczone przestrzenie i niedużą ilość improwizacji na nim zawartych. "Corpus Hermeticum" ma z progresją niewiele wspólnego, ale za to dużo z tradycją black metalu. Mimo tego na nowym albumie Zorormr daje się odczuć częściowo eksperymentalne podejście do gatunku. Moloch, znany przecież ze swoich zainteresowań ambientem, pozwolił sobie na kilka rozwiązań czyniących dzieło atrakcyjne dla poszukiwaczy nowych i niebanalnych wrażeń w tej mrocznej odmianie metalu. Warto w tym miejscu wspomnieć owiane aurą tajemnicy wizytówki myśli kompozycyjnej Zorormr, a więc utwory "I Am Legend", "Nyarlathotep" i tytułowy "Corpus Hermeticum", a prawdziwą perłą w koronie Molocha jest instrumentalny "The Seventh Sermon To The Dead". To monstrum, które na zgliszczach spopielonego klimatu przeradza się w marszowe potępienie. Kompozycja, która doprasza się kontynuacji.

Mózg, serce i wątroba Zorormr, na "Corpus Hermeticum" zaprezentował sporą ilość pomysłów instrumentalnych i wokalnych. Jego wkład w kondycję polskiego black metalu, jak w ogóle całej opolskiej sceny, wkrótce może okazać się zawstydzający dla wykonawców promowanych przez duże wytwórnie. Na krążku kapitalną pracę ponownie wykonał również Icanraz, którego bębny to czołówka metalowej ekstremy. Na tym nie kończy się lista muzyków mających wkład w nagranie "Corpus Hermeticum". Jednak ani solówka Mike’a Weada w utworze tytułowym, ani sekcja wokalna Hala w kompozycji "In The Mouth Of Madness" nie podnoszą znacząco jakości materiału. Zresztą gitarzysta znany z King Diamond czy Mercyful Fate wręcz przegrywa z Quazarre’em w numerze tytułowym w umownym "wyścigu" solówek. Partie Quazarre'a można usłyszeć także w wielu innych miejscach na płycie, które tak jak w przypadku Icanraza dodatkowo podkreślają charakter krążka i wzmacniają jego wymowę.

W sumie więc "Corpus Hermeticum" jest kolejnym porządnym nagraniem Zorormr. Ilość ciężaru, bluźnierstw i wściekłości zawartych na tym materiale powinny zadowolić wszystkich fanów gatunku, szczególnie w obecnym okresie. Równocześnie nie sądzę, aby był to potężny krok naprzód w porównaniu z "IHS" - ostatnim albumem Zorormr z 2013 roku, ale raczej bardzo mocne okopanie się na pozycji, z której można uderzać na rynki międzynarodowe, czemu sprzyja też wysokiej klasy produkcja materiału. Mam wrażenie, że esencjonalność tego dzieła w połączeniu z akcentami wizjonerstwa mogą zapewnić "Corpus Hermeticum" coś, co można by nazwać sukcesem…

Konrad Sebastian Morawski