Kup Magazyn Gitarzysta
Strona główna / Muzyka / Recenzje / Scorpions Revisited

Scorpions Revisited - Uli Jon Roth

Scorpions Revisited

Wykonawca:

Uli Jon Roth

Gatunek:

Hard rock

8 /10

Swoją muzyczną karierę rozpoczynał wraz z zespołem Scorpions. Magazyn Guitar World umieścił go na 50 pozycji najlepszych gitarzystów wszech czasów ex aequo z... Rudolfem Schenkerem.

Najnowszy album muzyka, "Scorpions Revisited", to jego sentymentalna podroż do lat '70, kiedy występował jeszcze ze swoimi starymi kolegami. Można by niefortunnie stwierdzić, że Uli Jon Roth jest na Scorpionsów skazany. Jednak byłoby to sporym nadużyciem i zupełnym niedocenieniem solowej twórczości Niemca.

Co prawda ciężko zaprzeczyć temu, że jego solowa kariera ma się nijak do międzynarodowej popularności jego dawnych kolegów z kapeli, lecz trzeba mu oddać, że potrafił znaleźć pokaźną grupę fanów swojej hendrixowskiej twórczości i stał się dla nich gwiazdą muzyki niemainstreamowej.

Dziś Uli przedstawia nam dwupłytowy album, zawierający nagrane na nowo kompozycje z czasów, kiedy Scorpionsi kojarzyli się bardziej z progres - hard rockiem, aniżeli pop rockiem. Zresztą, oddam głos samemu zainteresowanemu (cytat pochodzi z  materiałów promocyjnych): "Scorpions Revisited to dwupłytowe wydawnictwo zawierające moje ulubione utwory z początkowego etapu kariery Scorpions. Wykonuję je z młodymi, świetnymi  muzykami, a nagrywaliśmy je w zeszłym roku w tej samej sali niedaleko Hannoveru, w której odbywały się próby Scorpions w latach 1973-1978. Niektóre kompozycje powstały w tym właśnie miejscu. To było bardzo emocjonujących kilka dni, z których rezultatów jestem niezwykle zadowolony." Czy słusznie?

Generalnie na albumie znalazły się działa Rotha, choć nie tylko. Dla przykładu: pozycją numer trzy na pierwszym krążku jest "Crying Days", autorstwa Meine i Schenkera, a numerem czternaście na drugiej płycie jest współtworzone z nimi "Pictured Life". Jednak są tą  tylko wyjątki potwierdzające regułę. Większa część materiału to kompozycje Uli’ego, a co za tym idzie, próżno tu szukać kawałków w stylu "Wind Of Change", czy "Send Me An Angel". Lecz nie należy odbierać tego jako zarzut.

"Scorpions Revisited" otwiera znacznie dłuższe, niż w wersji pierwotnej, "The Sails Of Charon" z orientalnymi wstawkami. Później dostajemy zadziorne i pełne energii "Virgin Killer", osadzone w czysto hardrockowych ramach. "In Trance" ma klimat Gunsów z ich złotego okresu końca lat '80. Pierwszy krążek zamyka kompozycja "Dark Lady", z piękną solówką gitarową oraz interesującymi partiami chórów, mogącymi przywodzić na myśl Uriah Heep.

Na dysku numer dwa otrzymujemy gatunkową kontynuację płyty numer jeden. W fotel od razu wbija nas "Catch Your Train", przypominające brzmieniem część utworów zawartych na świetnym "World on Fire" Slasha. Jak to mówią: nóżka sama chodzi w rytm muzyki. Inna kwestia, że wokal śpiewającego na płycie Nathana Jamesa czasami, a zwłaszcza w tym kawału, wydaje się bratem  bliźniakiem głosu Mylesa Kennedy’ego. "Pictured Life" to jeden z niewielu utworów, który pasowałby do nagrań Scorpionsów wydawanych po roku 1984, czyli publikacji multiplatynowego "Love at First Sting". Ma charakterystyczne, proste bicie bębnów i niezbyt skomplikowany gitarowy riff. No, ale tak jak wcześniej wspomniałem, kompozycję tę Uli współtworzył w końcu z Rudolfem i Klausem. W zamykającym album, dwunastominutowym "Fly To The Rainbow" bardzo podoba mi się mroczne brzmienie wiosła z podkręconym reverbem. Skoro już bawię się w wokalne szukanie podobieństw, to tu słyszę Jona Bon Joviego z końca lat '80, kiedy jego fryzjerską inspiracją były pudle.

Ciekawostką wydawnictwa jest na pewno piękna improwizacja "Rainbow Prelude". Uli pokazał w niej, że spokojnie odnalazłby się w graniu klasycznej, hiszpańskiej muzyki gitarowej. W kompozycji tej bardzo przypadło mi do gustu budowanie nastroju. Na początku mamy przyjemne, delikatne sekwencje akordów, klimatycznie pasujące trochę do muzyki hawajskiej, by po chwili otrzymać  dramatyczne wstawki, budzące w słuchaczu lekki niepokój.

Można się z tym spierać, ale dla mnie sporym minusem płyty jest nadmiar zawartego na niej materiału. Wszystkie utwory trwają w sumie prawie 104 minuty, czyli niemal dwie godziny. Dla największych fanów Rotha to na pewno gratka, ale dla postronnych słuchaczy, powód do automatycznego odrzucenia "Scorpions Revisited". Przyznam się, że albumu nie udało mi się odsłuchać "na raz". Podzieliłem sobie to na kilka części.

Nowe wydawnictwo niemieckiego gitarzysty to monumentalne, prog - hard rockowe dzieło, będące kapitalnym tuningiem utworów sprzed kilku dekad. Co istotne, podrasowano je w klasycznym stylu, bez niepotrzebnego zabawiania się nowinkami technologicznymi. Płyta jest spójna, bardzo przebojowa i potrafi przyciągnąć słuchacza, jednak obawiam się, że z powodu swojego trochę pompatycznego rozmiaru, nie każdy przesłucha ją w całości.

Kuba Koziołkiewicz